Piątek, 29 maja

Fejkniusy

Jesteśmy w żałobie. Kiedy rzucam okiem na pierwszą stronę niedzielnego New York Timesa, ściska mnie w gardle. Tysiąc nazwisk, drobnym drukiem, wybranych z prawie stu tysięcy, a u góry tytuł: U.S. Deaths Near 100.000, An Incalculable Loss. I jeszcze dalej: They were not simply names on a list. They were us. 

Jedno z pierwszych nazwisk, które wpada mi w oko, to Bucky Pizarelli – master of jazz guitar. Nigdy nie słyszałam Bucky’ego, gitarzysty grającego na siedmiostrunowym instrumencie, na żywo, ale czasem chodziliśmy z mężem do Birdland, znanego nowojorskiego klubu jazzowego, na koncerty jego syna Johna. Z czarno-białej strony wyławiam inne nazwiska, przy każdym proste zdanie z nekrologu, coś ważnego o zmarłym, o zmarłej, mówiące o tym, co ich najlepiej określało: Thomas – dumny ze swojego litewskiego pochodzenia, Denise – uwielbiała pisać urodzinowe kartki, wiersze i listy, Alby – solista w żydowskim zespole folkowym,  Louvenia – samotna matka trojga dzieci, Stanley – puzonista, który pewnego razu nie przyjął pracy w orkiestrze Duke’a Ellingtona, Helen – znana ze swojej greckiej nadziewanej papryki. W szóstej szpalcie u dołu – Jerzy Główczewski – ostatni z polskich pilotów Royal Air Force. 

Continue reading “Piątek, 29 maja”

Piątek, 22 maja

Życie upomni się o swoje…

„The world is a mess” – powiedział mój mąż, rozkładając szerokie płachty niedzielnego „New York Timesa” na kuchennym stole. „Widziałaś? – zapytał. – W Wenezueli brak paliwa, płyną do nich statki z Iranu.” „O, a to? Widziałaś to? Zajączek!” – stuknął w zdjęcie, wymawiając ostatnie słowo po polsku z tym swoim zabawnym akcentem, jednocześnie zacinając się, jak zwykle wtedy, gdy usiłuje powiedzieć coś w języku, którego nie zna. „Zajączek” to jedno z tych słów, które zapamiętał, oczywiście w zdrobniałej formie, bo w czasach narzeczeństwa mówiłam do niego pieszczotliwie i uczyłam go rodzimych czułych słówek. Zresztą dalej tak do niego mówię…

Continue reading “Piątek, 22 maja”