Od niemal roku uczฤszczam w kaลผdy poniedziaลek na zajฤcia kreatywnego pisania, organizowane przez Brooklyn Public Library, a prowadzone przez pewnego brooklyลskiego pisarza, Bena Dolnicka https://en.wikipedia.org/wiki/Ben_Dolnick. Dostajemy temat i 15 minut i potem gลoลno czytamy to, co napisaliลmy i dyskutujemy. Co waลผne – kaลผdy moลผe doลฤ czyฤ do grupy i w kaลผdy poniedziaลek ฤwiczyฤ pisanie po angielsku. Dziล Ben pokazaล nam kilka przedmiotรณw, ktรณre sฤ widoczne na zdjฤciu, poleciล wybraฤ jeden i napisaฤ krรณtkie opowiadanie, ktรณrego pomysล wywoลaลa jedna z tych rzeczy. Powiem szczerze, ลผe niezwykle bawiฤ mnie te zajฤcia i jednoczeลnie uwaลผam, ลผe sฤ one niezwykle stymulujฤ ce. Prรณba wyraลผania myลli w literackiej formie w obcym jฤzyku stanowi wyzwanie i jednoczeลnie sprawia mi niezwykลฤ przyjemnoลฤ. Myลlฤ, ลผe od kiedy jestem w tej grupie moja umiejฤtnoลฤ pisania po angielsku znacznie siฤ poprawiลa, pewnie teลผ i dziฤki temu, ลผe w tej grupie panuje tak fajna atmosfera… W grupie jest okoลo 20 osรณb i – co waลผne – wiele z nich mรณwi z akcentem… Poniลผej moje opowiadanie. PS. Zwrรณฤcie uwagฤ jak po angielsku nazywa siฤ gra w pikuty – to jedna z dwรณch czy trzech rzeczy, ktรณre musiaลam sprawdziฤ w sลowniku…
Opowieลฤ o dorastaniu i o butach A Story about Growing Up and Shoes
I was perhaps eight or nine and grew at an alarming rate. I wasnโt merely growing. I was shooting up, rapidly overtaking the neighborhood boys I used to play mumblety-peg with. This was gratifying. What was considerably less gratifying was that my feet seemed determined to keep pace with the rest of me.
It was just before Easter and, as custom dictated, my mother had bought me a new spring outfit: a smart little trench coat and a pair of new shoes, carefully coordinated with it. There was no question of simply buying a child a coat or a pair of shoes in those days. Things had to match. The shoes belonged with the trench, the trench belonged with spring, and the whole ensemble was meant to present to the world a properly turned-out little girl. I was also wearing a huge ribbon on my head.
It was Good Friday, a day filled with solemn reflection, sadness, and fervent prayer. My Mom and I were sitting on the hard wooden pews of our local Neo-Gothic church, a dark, cavernous place that on that day seemed even colder and gloomier than usual. The Stations of the Cross were underway. The adults around me were absorbed in prayer, kneeling and rising at the appropriate moments, while I was rapidly running out of things to occupy myself with.Then I discovered a pencil in my pocket.
Od dawna interesuje mnie nie tylko to, co ludzie czytajฤ , lecz takลผe sam widok czลowieka pogrฤ ลผonego w lekturze. Dlatego fotografujฤ czytajฤ cych nowojorczykรณw – czasem ukradkiem, czasem po uzyskaniu ich zgody. Najczฤลciej spotykam ich w metrze, gdzie ksiฤ ลผka staje siฤ prywatnฤ przestrzeniฤ , maลym schronieniem poลrรณd tลoku, haลasu i poลpiechu. Na Facebooku prowadzฤ poลwiฤcony tym fotografiom dziaล zatytuลowany Books of New York i kiedy tylko rozgryzฤ jak dziaลa Instagram ๐ przeniosฤ tam te zdjฤcia. Robiฤ je z fascynacji tym szczegรณlnym momentem, kiedy czลowiek, choฤ otoczony setkami innych ludzi, przestaje zauwaลผaฤ ลwiat i przenosi siฤ gdzieล zupeลnie indziej.
Od dawna interesuje mnie jednak nie tylko, co ludzie czytajฤ , ale rรณwnieลผ dlaczego wลaลnie ta, a nie inna ksiฤ ลผka trafia do nich w okreลlonym momencie ลผycia. Lektury wybieramy przecieลผ z wielu powodรณw: z ciekawoลci, potrzeby zrozumienia ลwiata, pragnienia ucieczki od codziennoลci, a czasem po prostu dlatego, ลผe ktoล, komu ufamy, powiedziaล – musisz to przeczytaฤ i podpowiedziaล nam tytuล. Bywa, ลผe ksiฤ ลผka dลugo czeka na pรณลce, zanim nadejdzie jej czas. Bywa teลผ, ลผe siฤgamy po niฤ przypadkiem, a ona niespodziewanie zostaje z nami na dลugo. Bywa, ลผe ksiฤ ลผki dลugo czekajฤ na swojฤ kolej i chyba kaลผdy ma przy ลรณลผku swojฤ “kupkฤ wstydu”.
Postanowiลam wiฤc zapytaฤ przyjaciรณล i znajomych, co ostatnio przeczytali i ktรณra z ksiฤ ลผek okazaลa siฤ dla nich waลผna, poruszajฤ ca, zabawna, niepokojฤ ca albo po prostu godna zapamiฤtania. Niektรณrych wลaลciwie nie trzeba byลo nawet prosiฤ – natychmiast dzielili siฤ tytuลami, wraลผeniami i caลymi historiami zwiฤ zanymi z lekturฤ . Inni bronili siฤ przed odpowiedziฤ tak, jakbym pytaลa nie o przeczytanฤ ksiฤ ลผkฤ, lecz domagaลa siฤ ujawnienia zeznania podatkowego albo jakiegoล starannie skrywanego sekretu alkowy ๐ Ta nieoczekiwana powลciฤ gliwoลฤ takลผe wydaลa mi siฤ interesujฤ ca. Najwyraลบniej pytanie o ksiฤ ลผki bywa bardziej osobiste, niลผ mogลoby siฤ wydawaฤ.
Interesowaลy mnie bowiem nie tyle same tytuลy i nazwiska autorรณw, ile osobiste spotkania z ksiฤ ลผkami: zachwyty, rozczarowania, odkrycia i myลli, ktรณre nie znikajฤ po zamkniฤciu ostatniej strony.
Zebrane odpowiedzi tworzฤ coล wiฤcej niลผ listฤ polecanych lektur. Sฤ maลym zbiorowym portretem ludzi, ktรณrych znam i ceniฤ – ich wraลผliwoลci, zainteresowaล, lฤkรณw, poczucia humoru i sposobรณw patrzenia na ลwiat. Bo kiedy opowiadamy o ksiฤ ลผkach, ktรณre naprawdฤ nas poruszyลy, niemal zawsze opowiadamy rรณwnieลผ o sobie. Kolejnoลฤ prezentowanych wypowiedzi nie zostaลa podporzฤ dkowana ลผadnemu szczegรณlnemu kluczowi. Siฤgaลam po nie po prostu kolejno, w miarฤ jak do mnie napลywaลy i ukลadaลy siฤ w tฤ opowieลฤ o ksiฤ ลผkach oraz ich czytelnikach. Tylko ostatnie miejsce zachowaลam ลwiadomie dla siebie – skoro zapytaลam innych o ich lektury, wypada przecieลผ, ลผebym na zakoลczenie sama odpowiedziaลa na wลasne pytanie. Wszystkim serdecznie dziฤkujฤ za udziaล โ i przepraszam za moje uporczywe nagabywanie. Mam nadziejฤ, ลผe efekt byล tego wart!
Radka Franczak
Ewa Wieลผniawiec “O wilku mรณwiono w izbie” (KE, 2025) – dawno nie czytaลam tak ลwietnie napisanej ksiฤ ลผki, chwyciลa za gardลo, trzymaลa do samego koลca, sprawiลa, ลผe zniknฤลam na caลy dzieล dla wszystkich. Ryna, gลรณwna bohaterka wraca z prac w Niemczech do miejsca swojego pochodzenia – poลoลผonej koลo bagien biaลoruskiej fikcyjnej wsi Nauhalne.
Elisabeth Asbrink “Moja wielka piฤkna nienawiลฤ” (Wielka Litera, 2025) – biografia Victoii Benedictsson, znacznie wiฤcej niลผ biografia pisarki, tลo spoลeczne zilustrowane pod kฤ tem statusu kobiet w tym ลwiecie, ลwietnie sportretowane, ลwiat artystyczny, zasady ktรณre nim rzฤ dziลy, zarys historyczny – caลy ลwiat wokรณล z takฤ wลaลnie koncentracjฤ na kobietach. i oczywลcie postaฤ pisarki. Bardzo inspirujฤ ca, dla mnie ksiฤ ลผka ktรณra naลwietla wciฤ ลผ ciemne miejsca w literaturze i historii.
Iwa Koลodziejska “Podolskie zielniki. Praktykowanie wiedzy o roลlinach na Podolu Wschodnim (Ukraina)” ( Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, 2023) – ลwietna, niesamowita. Opis relacji ลฤ czฤ cych ludzi i roลliny na podstawie badaล prowadzonych przez autorkฤ w latach 2009-2018. Bardzo czekam na kontynuacjฤ (jeลli bฤdzie).
“Maria Lubomirska. W sลowach i obrazach” (Oลrodek KARTA, 2023), to ksiฤ ลผka ktรณrฤ przeglฤ daลam caลe lato. Fotografie Marii Lubomirskiej, polskiej fotografki, jej zapiski, fragmenty listรณw – chciaลabym wiฤcej.
Wspaniaลe zdjฤcia, zapis czasu 1904-1918r.
Kamel Daoud “Huryska”, (ArtRage, 2025) – bardzo waลผna ksiฤ ลผka, wydana w serii wydawniczej Rahla, ktรณra z miejsca staลa siฤ mojฤ ulubionฤ seriฤ . Oran, Algieria, bohaterkฤ jest kobieta, ktรณrej gลos czytamy przez caลy czas. Wstrzฤ sajฤ cy opis jej punktu widzenia, doลwiadczeล zwiฤ zanych z wojnฤ domowฤ w latach 90tych, ktรณra uderzyลa najbardziej wลaลnie w prawa kobiet. Wojna domowa w Algierii – jedno z tych historycznych wydarzeล o ktรณrym wciฤ ลผ mรณwi siฤ za maลo i konsekwencjach.
Jokha Alharthi “Ciaลa niebieskie”(ArtARage, 2024) – kolejna ksiฤ ลผka z serii Rahla, autorka omaลska pisarka dostaลa za ksiฤ ลผkฤ nagrodฤ Bookera. Bardzo ksiฤ ลผka dla mnie – poetycka, jednoczeลnie osadzona w realiach, ktรณre sฤ misternie zarysowane – i gลos bohaterki i wszystkie postacie i zdarzenia w tle. Miฤdzy snem a jawฤ , i podskรณrnie teลผ caลy czas czujฤ tu temat ลผycia kobiet.
W ramach serii czytam teลผ ” Idฤ c na rzeลบ” Mahmud Doulatabadi
Werner Herzog โPrzyszลoลฤ prawdyโ, (Obroty, 2024) – Herzog napisaล ksiฤ ลผkฤ w 2024, czytaลam jฤ w momencie kiedy zupeลnie nie miaลam czasu na czytanie – i mimo, ลผe tak duลผo jeszcze wydarzyลo siฤ w tym temacie “prawdy” od 2024 do dziล – miaลam poczucie, ลผe esej sฤ aktualne, pozostaลo mi w gลowie wiele pytaล i inspiracji. Maลe zdarzenia, ktรณre tworzฤ ostatecznie mapฤ powiฤ zaล.
Juan Gabriel Vasquez โImiona Felizyโ (Wydawnictwo Echa, 2026) – o kolumbijskiej rzeลบbiarce Felizie Bursztyn, przywoลanie pamiฤci o niej, przez przyjaciela, poruszonego jej nagลฤ ลmierciฤ i ลผyciem. Bardzo inspirujฤ ca i smutna ksiฤ ลผka. Niezaleลผna, wolna kobieta artystka w kulturze macho.
Louisa May Alcott โTajemniczy kluczโ (Wydawnictwo MG, 2025) – to ksiฤ ลผka z pรณลki w ksiฤgarni w Ustce, z ktรณrej raz jeszcze przypominam sobie ksiฤ ลผki juลผ kiedyล przeczytane. Ksiฤ ลผka naznaczona swoim czasem, ale dla mnie bardzo inspirujฤ ca pod kฤ tem rozwoju warsztatu pisarki ktรณra rok pรณลบniej wydaลa “Maลe kobietki”
Stanisลaw ลubieลski โDrugie ลผycie czarnego kotaโ (Agora, 2025) bardzo siฤ wciฤ gnฤลam i zanurzyลam w umysล opowiadajฤ cego, poprzez eseje o miejscach, o czasie, o przyrodzie, osobiลcie, zaskakujฤ co, czasami strasznie, prawdziwie i teลผ zabawnie, i tak, ลผe natychmiast chciaลam te wszystkie miejsca w Warszawie i okolicach zobaczyฤ, niektรณre juลผ znam jak Zakole, Sady ลปoliborskie, Las Bielaลski.”
Samantha Harvey โOrbitaโ (Wielka Litera, 2025) – to jest po prostu bardzo bardzo piฤkna ksiฤ ลผka i polecam jฤ kaลผdemu.
Michaล Choiลski
Od dลuลผszego czasu chciaลem przeczytaฤ โMonsters: A Fanโs Dilemmaโ Claire Dederer, poniewaลผ ksiฤ ลผka ta dotyka dylematu, ktรณry regularnie powraca podczas moich zajฤฤ z historii literatury amerykaลskiej. Opowiadajฤ c o formalnym nowatorstwie, kulturowym znaczeniu i nieprzemijajฤ cej sile dzieล Ezry Pounda czy Ernesta Hemingwaya, nie sposรณb przecieลผ przemilczeฤ rasizmu pierwszego ani patriarchalnej toksycznoลci drugiego. Zachwyt nad literaturฤ zostaje wรณwczas podszyty rozczarowaniem, a lektura przestaje byฤ niewinnym spotkaniem z autonomicznym tekstem. Co zrobiฤ ze sztukฤ stworzonฤ przez kogoล, komu nie podalibyลmy rฤki na przyjฤciu – albo przez czลowieka, ktรณry przekroczyล nie tylko granice przyzwoitoลci, lecz takลผe prawa, krzywdzฤ c innych? Dederer przeprowadza nas przez tฤ moralnฤ szczelinฤ, powracajฤ c do filmรณw Woodyโego Allena i Romana Polaลskiego, prozy Hemingwaya, obrazรณw Picassa czy muzyki Milesa Davisa. Nie proponuje jednak wygodnego โkalkulatora moralnegoโ, ktรณry zwaลผyลby wielkoลฤ dzieลa i podลoลฤ jego twรณrcy, a nastฤpnie wydaล jednoznaczny wyrok. Pyta raczej, co dzieje siฤ z nami – czytelnikami kartkujฤ cymi ksiฤ ลผki, sลuchaczami przychodzฤ cymi na koncerty, czy widzami siedzฤ cymi w kinie – kiedy wiedza biograficzna wdziera siฤ w dawny zachwyt i na zawsze zmienia jego temperaturฤ.
Najciekawszy dla mnie okazuje siฤ wลaลnie osobisty ton tej ksiฤ ลผki. Dederer przesuwa punkt ciฤลผkoลci z abstrakcyjnego pytania: โco powinniลmy zrobiฤ z twรณrczoลciฤ potwornych ludzi?โ ku znacznie bardziej intymnemu: โczy ja nadal mogฤ kochaฤ tฤ sztukฤ?โ. W epoce po #MeToo, kiedy ujawnienie skali przemocy w Hollywood zachwiaลo dawnymi hierarchiami i mitologiฤ geniuszu, taka zmiana perspektywy ma szczegรณlne znaczenie. Akt odbioru nie jest dla Dederer posลusznym powtarzaniem sฤ dรณw krytykรณw strzegฤ cych kanonu, lecz samotnym splotem pamiฤci, przyjemnoลci, odpowiedzialnoลci i wลasnego doลwiadczenia. Autorka nie pozwala przy tym zapomnieฤ, ลผe kobiety-artystki bywajฤ osฤ dzane wedลug innej miary: mฤลผczyzn nazywa siฤ potworami za przemoc, kobiety โ choฤby Doris Lessing czy Joni Mitchell โ za odmowฤ podporzฤ dkowania twรณrczoลci obowiฤ zkowi opieki. Nie wszyscy krytycy uznali tฤ metodฤ za wystarczajฤ cฤ ; zarzucano Dederer chaotycznoลฤ, powierzchownoลฤ badaล i nadmierne zaufanie do uczuฤ. Byฤ moลผe jednak wลaลnie brak ostatecznej recepty stanowi siลฤ Monsters. Dzieลa i biografie nie stapiajฤ siฤ tu w jedno, ale nie dajฤ siฤ teลผ sterylnie rozdzieliฤ. Czytanie nie musi byฤ sฤ dem ani aktem moralnym w ลcisลym sensie, zawsze ma jednak wymiar moralny – poniewaลผ w lekturze spotykajฤ siฤ nie tylko tekst i umysล, ktรณry go stworzyล, lecz takลผe nasze wลasne zachwyty, granice i rany. Literatura i jej doลwiadczenie sฤ ลผywym procesem do ktรณrego emocjonalnego odbioru mamy wszyscy prawo.
Jacek Dehnel
Z wiekiem coraz rzadziej trafia siฤ na arcydzieลa โ ale nie jest to niemoลผliwe. Dziฤki tลumaczce Maลgorzacie Graliลskiej pojawiล siฤ w polszczyลบnie Walter Kempowski. โWszystko na darmoโ (ArtRage, 2023) โ powieลฤ, ktรณrฤ wydaล na rok przed ลmierciฤ , w 2006 roku โ toczy siฤ w poczฤ tkach roku 1945 gdzieล w Prusach Wschodnich, w majฤ tku paลstwa von Globigรณw, Georgenhofie; pan domu bawi jako oficer we Wลoszech, pani snuje siฤ po pokojach, ich synek unika spotkaล Hitlerjugend, wymawiajฤ c siฤ bรณlem gardลa, a caลy dom trzyma w ryzach cioteczka-rezydentka. Zachodzi tu co jakiล czas wลcibski nazista Drygalski. Gdzieล tam jest front, propaganda pociesza. Pojawiajฤ siฤ pierwsi uchodลบcy.
Kempowski โ ktรณry latami budowaล wielkฤ kronikฤ niemieckiego spoลeczeลstwa w czasie wojny โ to rewers Manna z โBuddenbrookรณwโ: mistrzowsko pokazuje rozpad mitu niemieckiego mieszczaลstwa i solidnoลci; kaลผdy z bohaterรณw jest tak czy inaczej uwikลany w nazizm, tak czy inaczej uwikลany w drobne nieuczciwoลci, ale i zdolny do nieoczekiwanych aktรณw przyzwoitoลci. Wspaniaลe sฤ tu dialogi โ zdania twierdzฤ ce koลczฤ siฤ czฤsto nie kropkฤ , a znakiem zapytania, jakby wszystko w tym skลamanym, rozpadajฤ cym siฤ ลwiecie byลo podsiฤ kniฤte niepewnoลciฤ , wฤ tpliwoลciฤ .
Wielka opowieลฤ o ucieczce i rozpadzie przywodzi na myลl genialnฤ โFrancuskฤ suitฤโ Irรจne Nรฉmirovsky, (Albatros, 2006) โ toczฤ cฤ siฤ przecieลผ raptem parฤ lat wczeลniej, kiedy to zwyciฤska armia niemiecka wkraczaลa we Francjฤ jak w masลo; te same drobne podลoลci, te same kompromisy (nie)moralne. Warto przeczytaฤ te dwie wybitne powieลci w parze.
Sylwia Chutnik
โKameliowy Sklep Papierniczyโ Ito Ogawy, (Tajfuny, 2023), to ksiฤ ลผka dla wszystkich, ktรณrzy wciฤ ลผ wierzฤ , ลผe papier ma swojฤ pamiฤฤ, a odrฤcznie napisany list potrafi powiedzieฤ o nas wiฤcej niลผ dziesiฤฤ wiadomoลci wysลanych w poลpiechu. Bardzo bliska jest mi jej czuลoลฤ wobec papieru, atramentu, pisma i caลego rytuaลu pisania. Tego momentu, kiedy trzeba na chwilฤ zwolniฤ i naprawdฤ zastanowiฤ siฤ, co chcemy powiedzieฤ drugiemu czลowiekowi. Ogawa pokazuje teลผ, ลผe list jest czฤsto prรณbฤ nawiฤ zania kontaktu, bywa teลผ poลผegnaniem, wyraลผenia uczuฤ albo uporzฤ dkowania relacji, ktรณre nie zawsze dajฤ siฤ ลatwo nazwaฤ. Lubiฤ tฤ ksiฤ ลผkฤ za jej niespiesznoลฤ i przekonanie, ลผe bliskoลฤ buduje siฤ z drobnych gestรณw, uwaลผnoลci i czasu poลwiฤconego drugiej osobie. To jedna z tych lektur, po ktรณrych czลowiek ma ochotฤ wyjฤ ฤ papier z szuflady, znaleลบฤ piรณro i napisaฤ do kogoล, z kim dawno nie rozmawiaล. Oczywiลcie, praktykujฤ to, od kiedy nauczyลam siฤ czytaฤ i pisaฤ, ale po lekturze tej powieลci napisaลam od razu piฤฤ i pobiegลam do najbliลผszego papiernika na zakupy!
Jan Zieliลski
โJรณzef Mackiewicz, Barbara Toporska, Roman Brykczyลski, Listy.โ (Kontra, Londyn 2026). Korespondencja z kuzynem Mackiewicza, wzbogacona przeciekawymi wypisami z rodzinnych kronik oraz wspomnieล kilku matron, siฤgajฤ cych gลฤboko w wiek XIX.
Kinga Skwira, โZacznijcie beze mnieโ. Ilustrowaลa Basia ลlusarczyk. (Girls and Queers to the Front, Warszawa 2026). Oryginalne. Oลผywcze. Odlotowe. A przy tym ciepลe.
Hania Czernik
Lato skwierczaลo szczegรณlnie tego roku nawet jak na Kolorado, zwykle i tak gorฤ ce i suche w lipcu i sierpniu – โsลoลce paliลo, a ziemia szลa w popiรณล prawieโ. Chodziลo mi nieustannie po gลowie zdanie Sylvii Plath otwierajฤ ce jej โSzklany kloszโ: “It was a queer, sultry summer /…/and I didnโt know what I was doing in New York.” To byลo dziwne, duszne lato i ja teลผ nie wiedziaลam, co robiฤ w Denver.. ๐
Czytaลam wiฤc, ksiฤ ลผka dawaลa nie tylko psychiczne wytchnienie, pozwalaลa odpoczฤ ฤ od letniej kanikuลy, ale i od opresyjnej atmosfery politycznej… Zbiegiem okolicznoลci gros lektur stanowiลy powieลci i opowiadania pisane przez kobiety. Najpierw to byลy Japonki: Asako Yuzuka, Yoka Ogawa i Sayaka Murata. Ich proza najczฤลciej zwiฤzลa i oszczฤdna, jak ikebana czy minimalistyczne wnฤtrze japoลskiego domu, w ktรณrej sลychaฤ niemal spadajฤ ce pลatki kwiatรณw wiลni, a czasem szokujฤ ca w koncepcji i obrazach, zmuszaลa do postawienia sobie zaskakujฤ cych pytaล… We wszystkich tych ksiฤ ลผkach metafizyczne sugestie okazywaลy siฤ tak rรณลผne od europejskiej grecko- judeo- chrzeลcijaลskiej tradycji, ktรณrฤ u nas wszystko przesiฤ kniฤteโฆ
Szczegรณlne wraลผenie wywarลa na mnie jednak krรณtka powieลฤ Duriana Sukegawy โSweet Bean Pasteโ, wydana w Polsce pod tytuลem โKwiat wiลni i czerwona fasolaโ (WUJ, 2018). To poruszajฤ ca proza, ktรณra w ciepลy i subtelny sposรณb opowiada o odkupieniu win i krzywd, o samotnoลci i znalezieniu sensu ลผycia.
Fabuลa skupia siฤ wokรณล Sentaro, mฤลผczyzny z trudnฤ , bliลผej nie zdefiniowanฤ przeszลoลciฤ , prowadzฤ cego maลy sklepik z dorayaki – tradycyjnymi japoลskimi naleลnikami przekลadanymi sลodkฤ pastฤ z czerwonej fasoli. Jego monotonne ลผycie zmienia siฤ diametralnie, gdy zatrudnia on ekscentrycznฤ staruszkฤ o imieniu Tokue, posiadajฤ cฤ sekretny przepis na idealne nadzienie i niezwykลy dar jego przyrzฤ dzania przeistaczajฤ cy zwykลy proces gotowania w prawdziwe misterium..
Ksiฤ ลผka, z pozoru peลna opisรณw kulinarnych i miลoลci do natury, dotyka niepowierzchownie tematu wykluczenia spoลecznego oraz udowadnia, ลผe wartoลฤ ludzkiego ลผycia nie zaleลผy od jego produktywnoลci i w ลผadnym wypadku od jego statusu. To peลna empatii, sลodko-gorzka historia o tym, jak niespodziewana przyjaลบล potrafi uleczyฤ dawne rany, takลผe te zadawane przez paลstwo japoลskie ofiarom trฤ du, zwanego chorobฤ Hansena – aลผ do 1996 roku zamykanym przymusowo w obozach, skazywanym na izolacjฤ od rodzin, od spoลeczeลstwa, choฤ leki na trฤ d, wcale nie taki zakaลบny jak wieลฤ gminna niosลa, znane byลy od lat 40 dwudziestego wieku..
O ile w japoลskiej prozie dominuje cisza i samotnoลฤ, o tyle zupeลnie innฤ atmosferฤ niesie ze sobฤ powieลฤ โCesarzowa Piotraโ (Wyd. Literackie, 2025) poczytnej litewskiej pisarki Kristiny Sabaliauskaitฤ znanej polskiemu czytelnikowi z wczeลniejszej wielotomowej powieลci โSilva Rerumโ.
โCesarzowa Piotraโ dudni wprost od przemarszu wojsk i dworskich intryg, wypeลniajฤ jฤ gwaลty i rzezie, tลumne pijatyki rosyjskiego dworu, a klamrฤ narracyjnฤ stanowi zbliลผajฤ ca siฤ ลmierฤ wspominajฤ cej swoje burzliwe i brutalne ลผycie Katarzyny I โ pierwszej cesarzowej Rosji, ktรณra przyszลa na ลwiat jako Marta Helena Skowroลska, uboga sierota o litewsko-polskich korzeniach. Z pozycji niewolnicy i praczki, dziฤki sprytowi, inteligencji emocjonalnej oraz trรณjkฤ towi miลosnemu z udziaลem Aleksandra Mienszykowa i cara Piotra I Wielkiego, trafia na sam szczyt wลadzy imperium.
Ksiฤ ลผka Litwinki jest niezwykle poruszajฤ ca i niestety zdumiewajฤ co aktualna.. Rosja Piotra zwanego Wielkim nie rรณลผni siฤ siฤ w swojej istocie tak bardzo od Rosji Putina, przeraลผajฤ cej i mimo pozorรณw ucywilizowania wciฤ ลผ barbarzyลskiej…
Michaล Nogaล
Wakacje to czas nadrabiania zalegลoลci, oczekiwania na nowoลci, a takลผe โ to mรณj przypadek โ czytania, na potrzeby wywiadรณw i spotkaล, ksiฤ ลผek, ktรณre za chwilฤ siฤ ukaลผฤ . Przeczytaลem wiฤc kilkanaลcie, a moลผe i wiฤcej pozycji, z ktรณrych kilka na dลugo zapadลy mi w pamiฤฤ. Co chciaลbym poleciฤ innym?
Z pewnoลciฤ do tego grona naleลผy nowa ksiฤ ลผka Agnieszki Daukszy, profesorki Uniwersytetu Jagielloลskiego, laureatki przyznawanego w Rybniku โJuliuszaโ (konkurs na najlepszฤ biografiฤ) i finalistki โNikeโ โ za โJaremiankฤโ. “Niedaleko pada granat od jabลoni”, (Karakter, 2026) to rzecz znakomita, napisana jฤzykiem nie do podrobienia, wyczulonym na najwaลผniejsze sลowa, szepty, na niedopowiedzenia i gesty, ktรณrych czasem nie da siฤ jednoznacznie opisaฤ.
W formie nie do koลca moลผliwej do nazwania โ gdy wciฤ ลผ sลychaฤ o potrzebie szufladkowania, przypisywania do gatunkรณw โ autorka opowiada o skomplikowanym, filmowym wrฤcz ลผyciu โnieznacznejโ โ jak sama jฤ nazywa (co stanowi nawiฤ zanie do tytuลu poprzedniej ksiฤ ลผki Daukszy) โ Liny z Sambora, ลปydรณwki, ktรณra โ prowadzona na ลmierฤ โ najpierw, za namowฤ siostry, wyrzuciลa w krzaki swojฤ maleลkฤ cรณreczkฤ, a nastฤpnie sama salwowaลa siฤ ucieczkฤ .
Gdy, cudem ocalona, wrรณciลa na miejsce porzucenia dziecka, okazaลo siฤ, ลผe Ewy nie ma. Tak zaczฤลa siฤ historia poszukiwaล, w wyniku ktรณrych los Liny przeciฤ ล siฤ z losem maลลผeลstwa Tuwimรณw, pewnej dziewczyny ze Zwiฤ zku Radzieckiego i wielu innych. Dauksza pisze o macierzyลstwie, toลผsamoลci, kลamstwie, niepewnoลci, bazuje na wspomnieniach gลรณwnej bohaterki, rozmowach z jej bliskimi โ odtwarza ลwiat wymarลy,wypalony i tworzy literaturฤ najwyลผszej prรณby.
Wspaniaลa i wciฤ gajฤ ca jest nowa powieลฤ Macieja Pลazy, zdobywcy โAngelusaโ za โRobinsona w Bolechowieโ, Nagrody Literackiej Gdynia i Nagrody im. Koลcielskich za โSkoruniaโ, dwukrotnie nominowanego do โNikeโ. Jego “Kasperl i Margit”, (Wydawnictwo Literackie, 2026) powieลฤ poznaลsko-berliลska, to poลฤ czenie historii ลotrzykowskiej z arystokratycznฤ , hymn na czeลฤ stolicy Wielkopolski oraz rzecz o miฤdzywojennym Berlinie, widzianym z zupeลnie innej niลผ w kultowym filmie Fosseโa, perspektywy.
Bohaterowie Pลazy โ syn prostytutki z Chwaliszewa oraz cรณrka hrabiego patrioty – poznajฤ siฤ stosunkowo pรณลบno. Wczeลniej pisarz kreลli ich losy osobno, naprzemiennie. On z podwรณrkowego chลystka i zawadiaki przemienia siฤ w powstaลca, by nastฤpnie – w Berlinie – zwrรณciฤ siฤ ku sztuce dalekiej od salonรณw. Ona dobrze i bezpiecznie wychodzi za mฤ ลผ, ale jej wybranek, lekarz, traci rozum i siebie na froncie I wojny ลwiatowej, wiฤc po rozpadzie maลลผeลstwa kobieta przenosi siฤ do niemieckiej stolicy i staje siฤ gwiazdฤ jednej z najwaลผniejszych scen.
W potฤลผnej, kilkusetstronicowej powieลci Pลaza znakomicie operuje rรณลผnymi rejestrami jฤzyka, odtwarza sลownik gwary poznaลskiej, gra z historiฤ XX wieku โ efekt moลผe wbiฤ czytelnika w fotel, ostrzegam!
I jeszcze jeden tytuล, najnowsza reporterska ksiฤ ลผka Katarzyny Surmiak-Domaลskiej โลwiat przed nami nie istniaล. Jak wojna zostaลa w naszych domachโ (Agora, 2026), w ktรณrej pojawia siฤ takลผe opowieลฤ autorki tego bloga. To opowieลฤ o traumach, z ktรณrymi mierzyฤ muszฤ siฤ dzieci czy wnuki ocalaลych z II wojny ลwiatowej, wszyscy ci โ nasi rodzice, dziadkowie, kuzyni โ ktรณrych faszerowano martyrologiฤ , zaciฤ gano na siลฤ do izb pamiฤci, wysyลano na wycieczki do byลych nazistowskich obozรณw koncentracyjnych, opowiadano w czasie rodzinnych obiadรณw o rzezi woลyลskiej czy gwaลtach na Zieleniaku.
To โ z wielu powodรณw โ ksiฤ ลผka misyjna, powinien jฤ przeczytaฤ kaลผdy, kto prรณbuje zrozumieฤ, skฤ d w Polakach tyle zลoลci, niechฤci wobec drugiego, gniewu, wลciekลoลci, ale teลผ lฤku, strachu, powinna trafiฤ w rฤce kaลผdego, kogo dziwi, ลผe 18 proc. obywateli III RP cierpi na PTSD. W zbiorze historii zebranych przez Surmiak-Domaลskฤ , w opowieลciach bohaterรณw odnajdzie siฤ wiฤkszoลฤ z nas, bo wojna โ choฤ zdaje siฤ odlegลa โ wciฤ ลผ burzy spokรณj, przeลladuje, nie daje spokojnie ลผyฤ. Czy to fenomen? A moลผe zaniedbanie systemowe i brak zgody na jasne powiedzenie sobie, ลผe o zdrowie psychiczne naleลผy dbaฤ na rรณwni z tym fizycznym? โลwiat przed nami nie istniaลโ to powinna byฤ lektura obowiฤ zkowa kaลผdego, kto nad Wisลฤ wkracza w dorosลoลฤ โ by nie popeลniaล bลฤdรณw wลasnych przodkรณw.
Ewa Maliga
Ostatnimi czasy zapadลam w czarnฤ dziurฤ albo โ jak kto woli โ krรณliczฤ norฤ (rabbit hole). Nazywa siฤ Empik Go. Mam subskrypcjฤ od kilku lat i bardzo sobie jฤ chwalฤ, choฤ niestety spowodowaลa w ostatnich miesiฤ cach rozluลบnienie moich dotฤ d twardo egzekwowanych zwyczajรณw, czyli stosowania pลodozmianu โ jedna ksiฤ ลผka po polsku, jedna po angielskuโฆ Aplikacja โ jak to zwykle bywa โ po lekturze poleca mi kolejne, wiฤc podฤ ลผam jak w owczym pฤdzie i moja lista polskich lektur odลoลผona na wirtualnฤ pรณลkฤ wydลuลผa siฤ w zastraszajฤ cym tempie. A jeszcze naleลผy dodaฤ, ลผe zasadniczo czytam uszami, czyli jestem wielkฤ fankฤ audiobookรณw โ mam swoich ulubionych lektorรณw (Filip Kosior anyone?:)) i ceniฤ sobie, ลผe mogฤ sลuchaฤ, rรณwnoczeลnie wykonujฤ c inne, czฤsto nudne czynnoลci ลผycia codziennego!
Ale do brzegu: polecam dwie moje ostatnie lektury z zasobรณw Empiku. Pierwsza pozycja to โSPATIF. Upajajฤ cy pozรณr wolnoลciโ Aleksandry Szarลat (Wydawnictwo Czarne, 2023). Historia legendarnego warszawskiego Klubu Aktora Stowarzyszenia Polskich Artystรณw Teatru i Filmu, znakomicie udokumentowana przez autorkฤ, to zbiรณr anegdot i portretรณw najwaลผniejszych postaci kultury powojennej Polski.
Szarลat przez kilka lat przepytywaลa bywalcรณw klubu, by stworzyฤ obraz tego niesamowitego miejsca, gdzie czoลowe postaci warszawskiego ลrodowiska artystycznego toczyลy dysputy o ลผyciu, suto zakrapiane alkoholem i w towarzystwie ponurych panรณw z bezpieki, siedzฤ cych przy sฤ siednich stolikach. Wลrรณd nazwisk: Stanisลaw Dygat, Kalina Jฤdrusik, Agnieszka Osiecka, Marek Hลasko, Leopold Tyrmand, Gustaw Holoubek, Andrzej ลapicki, Janusz Minkiewicz, Jerzy Andrzejewski, Tadeusz Konwicki, Joanna Rawik, Ireneusz Iredyลski i Janina Staniszkis, by wymieniฤ tylko najbardziej znanychโฆ SPATIF byล bardzo waลผnym miejscem aลผ do stanu wojennego, potem wszystko siฤ zmieniลo i choฤ lokal nadal dziaลa, to juลผ niestety nie odgrywa takiej roli jak dawniej. Jako dzieciฤ wychowane i wyksztaลcone w PRL-u pochลonฤลam 16 godzin sลuchania w 3 dni!
โSPATIFโ doprowadziล mnie do kolejnej lektury โ โRadykalna. Wszystkie sprzecznoลci Jadwigi Staniszkisโ Krzysztofa Katkowskiego (Wydawnictwo Otwarte, 2026) Staniszkis โ zmarลa w 2024 pierwsza dama polskiej socjologii – radykalna, idฤ ca pod prฤ d, wymykajฤ ca siฤ schematom, ze skomplikowanym ลผyciem prywatnym, czฤsto kontrowersyjna w poglฤ dach (zwลaszcza pod koniec ลผycia) zawsze mnie fascynowaลa, choฤ niejednokrotnie ze zdumieniem sลuchaลam jej wywodรณw. I ta jej czerwona szminka!
Cytujฤ za Empikiem: โAutor prowadzi nas przez naukowe idee Staniszkis, jej medialne starcia, skomplikowane relacje i przyjaลบnie โ w szczegรณlnoลci tฤ z Jarosลawem Kaczyลskim. Rozmawia z Piotrem Gliลskim, Mateuszem Morawieckim, Leszkiem Balcerowiczem, Ryszardem Bugajem czy Aleksandrฤ Jasiลskฤ -Kaniฤ i tworzy portret osoby, ktรณrej nie da siฤ zaszufladkowaฤ. Kobiety, ktรณra zamiast uprawomocniaฤ stabilizacjฤ, wolaลa stabilnieโฆ destabilizowaฤ. [โฆ] Staniszkis byลa pierwszฤ w Polsce badaczkฤ , ktรณra udowodniลa, ลผe socjologia bywa sportem ekstremalnymโ. Nic dodaฤ, nic ujฤ ฤโฆ Jako wielbicielka biografii wszelakich nie mogลam siฤ oderwaฤ.
Cezary ลazarewicz
To ja polecam trzy ksiฤ ลผki. Wedลug kolejnoลci ich ukazywania siฤ.
Pierwsza to Marka Wฤcowskiego โHomer na nasze czasyโ (Znak Literanova, 2026). Bo to byลa lektura obowiฤ zkowa przed filmem Nolana โOdysejaโ. Wฤcowski pokazuje, ลผe Homer, to znaczy jego dzieลa, nie jest jakฤ ล ramotฤ sprzed tysiฤcy lat, ale ลผe moลผe posลuลผyฤ do odczytania wspรณลczesnoลci. No, a oprรณcz tego to bardzo ciekawa historia pisarza, ktรณry nie wiadomo, czy istniaล, ale wiadomo, ลผe wciฤ ลผ budzi zainteresowanie ลwiata. A Marek ลwietnie pisze i jest erudytฤ , znawcฤ i badaczem staroลผytnoลci, znany z prac naukowych, ale sลabiej z popularnonaukowych. Jego pierwsza ksiฤ ลผka โTu jest Grecja. Antyk na nasze czasyโ, Iskry, 2023 teลผ byลa ลwietna.
Druga ksiฤ ลผka to naszego znajomego Alka Koraba – โChory krajโ (Znak, 2026). Jego fascynujฤ ce i odkrywcze (dla mnie) opowieลci o Ameryce znalazลy wreszcie miejsce w reportersko publicystycznej ksiฤ ลผce. Pochลonฤ ลem jฤ za jednym kฤsem i przeciertaลem oczy ze zdumienia pytajฤ c siฤ co kilka akapitรณw: czy to ta Ameryka, ktรณra byลa naszym marzeniem?
Ksiฤ ลผka Alka wyjdzie dopiero pod koniec wrzeลnia.
I trzecie. โKlub ksiฤ ลผki CIA. Najpilniej strzeลผona tajemnica zimnej wojnyโ Charliego Englisha (Prรณszyลski i S-ka, 2026) To ksiฤ ลผka o podziemnym ruchu wydawniczym w Polsce. Z jednej strony opisuje jak ten ruch byล tworzony i funkcjonowaล w Polsce, z drugiej o akcjach CIA, ktรณre wspieraลy niezaleลผny w Polsce. O ile pierwsza czฤลฤ jest mi doลฤ dobrze znana, to druga czฤลฤ raczej sลabo. Jest to chyba jedyna taka ksiฤ ลผka na rynku polskim, ktรณra szczegรณลowo opisuje sposรณb finansowania ruchu wydawniczego w Polsce. No i zawsze to miลo, gdy obcokrajowiec, w tym wypadku Brytyjczyk, pisze o nas dobrze, a nawet siฤ nami zachwyca. English stawia w swojej ksiฤ ลผce karkoลomnฤ teze, ลผe komunizm upadล dziฤki ksiฤ ลผkom. Ludzie je czytali i przejrzeli na oczy. Teza jest mocno naciฤ gana, ale co tam, brzmi imponujฤ co, ลผe my Polacy, z ktรณrych 2/3 wedลug badaล czytelnictwa nie bierze obecnie ksiฤ ลผki do rฤki, byliลmy kiedyล tacy oczytani.
Maลgorzata Majewska
Atakuje mnie od razu pierwszym zdaniem: โzaczฤลo siฤ okoลo drugiej w nocy od ลผaลosnego skowytu psรณwโ. A potem jest jeszcze gฤลciej. Ale to tylko opisy – myลlฤ. Pozwalajฤ mi pozostaฤ w roli czytelniczki-obserwatorki. Nie angaลผujฤ do trzeciej strony i zdania: โdzieliลo ich pรณล godziny rejsu wodolotem – akurat tyle, ลผeby dodaฤ smaku kaลผdemu spotkaniuโ. I juลผ jest po mnie. Gลosy z gลฤbi Paolo Rumiza (Znak Literanova 2026) wciฤ gajฤ w otchลaล wลasnych doลwiadczeล. Nie pozwalajฤ po prostu czytaฤ. Zmuszajฤ do pytaล, jak to u mnie i ze mnฤ jest. Mฤczฤ spotkaniem z sobฤ samฤ . Ale potem dajฤ poczucie odkrycia w sobie nowych obszarรณw: i to tych emocjonalnych, i dosลownych. Bo po tej ksiฤ ลผce ลผadna podrรณลผ juลผ nie bฤdzie taka sama.
Izabela Barry
Mam sลaboลฤ do ksiฤ ลผek wspomnieniowych, pod warunkiem, ลผe autor nie prรณbuje mi wmรณwiฤ, iลผ jako siedmiolatek rozumiaล geopolitykฤ, stalinizm i skomplikowane stosunki polsko-ลผydowskie. Maciej Hen na szczฤลcie tego nie robi. W โTratwie z pomaraลczamiโ (Filtry, 2025) pozwala dziecku byฤ dzieckiem, a potem nastolatkowi – nastolatkiem: ciekawym, zachลannym na ลwiat, naiwnym, ลmiesznym, czasem nieznoลnym, stopniowo odkrywajฤ cym rรณwnieลผ wลasnฤ seksualnoลฤ.
Spotykamy siฤ wiฤc w powojennej Warszawie, w domu pisarza Jรณzefa Hena. Sฤ rodzice, szkoลa, podwรณrko, ksiฤ ลผki, muzyka, pierwsze fascynacje i caลy katalog drobnych rzeczy, ktรณre po kilkudziesiฤciu latach trwajฤ w pamiฤci wyraลบniej od rzeczy rzekomo waลผnych. Sฤ takลผe pierwsze erotyczne doลwiadczenia, opisane z duลผฤ szczeroลciฤ i bez szczegรณlnej pruderii, w jakiล sposรณb rozczulajฤ ce. Hen nie robi z mลodzieลczego erotyzmu ani wielkiego dramatu, ani romantycznego wtajemniczenia. Jest ciekawoลฤ ciaลa, poลผฤ danie, skrฤpowanie, nieporadnoลฤ i trochฤ komizmu. Krรณtko mรณwiฤ c – dojrzewanie bez retuszu.
I wลaลnie to wydaje mi siฤ w tej ksiฤ ลผce waลผne. Hen nie konstruuje autobiografii wyลฤ cznie z wydarzeล, ktรณre po latach uznano za historycznie istotne. ลปycie przecieลผ nie wie, ลผe wลaลnie uczestniczy w Historii. Czลowiek zakochuje siฤ, sลucha muzyki, czyta ksiฤ ลผki, odkrywa seks, kลรณci siฤ z rodzicami i przeลผywa wลasne maลe katastrofy, podczas gdy gdzieล obok przygotowuje siฤ katastrofa znacznie wiฤksza.
Bo Historia โ jak to Historia – w koลcu upomina siฤ o swoje. Jest pamiฤฤ Zagลady, jest ลwiadomoลฤ ลผydowskiego pochodzenia, jest antysemityzm i wreszcie Marzec โ68. To, co polityczne, coraz bardziej bezceremonialnie, by nie powiedzieฤ – po chamsku i bez skrupuลรณw -wchodzi w przestrzeล prywatnฤ .
Ale Maciej Hen nie oddaje Historii caลego swojego dzieciลstwa i mลodoลci. I moลผe wลaลnie dlatego tak dobrze dziaลa tytuลowa tratwa.
Tratwa to przecieลผ szczegรณlny ลrodek transportu. Nie wybiera siฤ jej wtedy, kiedy morze jest spokojne i moลผna wygodnie podrรณลผowaฤ statkiem. Tratwฤ skleca siฤ z tego, co akurat jest pod rฤkฤ , kiedy trzeba utrzymaฤ siฤ na powierzchni. W ลwiecie autora takฤ tratwฤ staje siฤ rodzina, ale takลผe jฤzyk, ksiฤ ลผki, muzyka, poczucie humoru, erotyczne przebudzenie, ciekawoลฤ ลwiata i pamiฤฤ najdrobniejszych szczegรณลรณw. Wszystko to, co wobec wielkiej Historii moลผe wydawaฤ siฤ bลahe, okazuje siฤ materiaลem ratunkowym.
A pomaraลcze? Jestem przekonana, ลผe sฤ czymล wiฤcej niลผ efektownym dodatkiem do tytuลu. Przywoลujฤ kolor, smak, zapach, konkret zmysลowego doลwiadczenia. W szaroลci powojennej rzeczywistoลci pomaraลcza byลa czymล szczegรณlnym, niemal egzotycznym (ach, ja sama teลผ to pamiฤtam!). Pomaraลcza, pachnฤ ca, o niezwykลym, prawie niespotykanym w polskiej przyrodzie kolorze – ลwietnie pasuje do sposobu, w jaki dziaลa pamiฤฤ Hena: nie przechowuje przeszลoลci w rรณwnych, ponumerowanych pudeลkach. Zachowuje smak, piosenkฤ, twarz, dotyk, zdanie usลyszane przed kilkudziesiฤciu laty w czuลy, liryczny i pieczoลowity sposรณb.
Dlatego โtratwฤโ moลผna (a moลผe nawet naleลผy) rozumieฤ rรณwnieลผ jako samฤ pamiฤฤ. Jest niedoskonaลa, sklecona z fragmentรณw, czasem czegoล na niej brakuje, czasem jakiล szczegรณล okazuje siฤ podejrzanie wyraลบny. Ale to ona przenosi nas przez czas. Hen nie rekonstruuje przeszลoลci jak historyk. Raczej wyลawia z niej to, co jeszcze unosi siฤ na powierzchni.
Bardzo podoba mi siฤ ta niepozornoลฤ tytuลowej metafory. To nie arka, ktรณra ma ocaliฤ ลwiat, nie okrฤt pลynฤ cy ku wielkiemu przeznaczeniu, nawet nie porzฤ dna ลรณdลบ. Tratwa – coล kruchego, prowizorycznego i trochฤ absurdalnego. Coล, co wbrew wszystkiemu – jednak pลynie.
Moลผe wลaลnie o tym jest ta ksiฤ ลผka. Nie o tym, jak pokonaฤ Historiฤ – bo pojedynczy czลowiek raczej jej nie pokonuje – lecz jak nie pozwoliฤ zagarnฤ ฤ jej wลasnego ลผycia. Jak ocaliฤ prywatnฤ pamiฤฤ przed oficjalnฤ narracjฤ … jak zachowaฤ smak, zapach, ลmiech, poลผฤ danie, muzykฤ i twarze bliskich, kiedy wokรณล szalejฤ ideologie i polityka.
Zazwyczaj nie zapraszajฤ nas w podrรณลผ transatlantykiem. Zazwyczaj musimy pลynฤ ฤ na tym, co udaje siฤ zachowaฤ w zakamarkach pamiฤci, a potem jakoล skleciฤ w caลoลฤ, powiฤ zaฤ miลoลciฤ patyki i deseczki wspomnieล. Dobrze, jeลli na tej chybotliwej powierzchni zostanie kilka pomaraลczy.
Nie miaลam czasu, ลผeby napisaฤ o tym wczeลniej, ale nadrabiam tฤ zalegลoลฤ tak szybko, jak mogฤ. Mija miesiฤ c od zakoลczenia pierwszego trzydniowego ลwiฤta – festiwalu w moim cudnym, ukochanym miasteczku na Dolnym ลlฤ sku – Lubaniu. Nadano mu nazwฤย SPLOT i wierzฤ ลผe wpisze siฤ na staลe do kalendarza miasta, bฤdzie trwaลo i rozwijaลo siฤ. Dlaczego wลaลnie Splot? Zaraz wyjaลniฤ. Ale zanim do tego przejdฤ, pozwolฤ sobie na kilka osobistych wspomnieล, bo Lubaล dla mnie nigdy nie byล tylko punktem na mapie. Byล miejscem, ktรณre przez lata prรณbowaลam od siebie oddaliฤ, a ktรณre, jak siฤ okazaลo, caลy czas nosiลam w sobie.
Nie urodziลam siฤ w Lubaniu. Przyjechaลam tam jako dziecko, ba! jako niemowlฤ i wychowaลam siฤ pod czuลym, uwaลผnym okiem moich Dziadkรณw oraz mojej wiecznie zapracowanej Mamy. To oni byli moim pierwszym domem, pierwszym poczuciem bezpieczeลstwa i pierwszฤ lekcjฤ tego, czym jest przywiฤ zanie do miejsca. Ale jako nastolatka zupeลnie tego nie rozumiaลam.
Nie lubiลam Lubania. Wydawaล mi siฤ za maลy, zbyt spokojny, zbyt przewidywalny. Marzyลam o wielkim ลwiecie, o miastach, w ktรณrych nikt mnie nie zna, gdzie moลผna rozpoczฤ ฤ ลผycie od nowa. Maลe miasteczko, trochฤ zaniedbane, peลne wszechobecnych plotek, wydawaลo mi siฤ przeciwieลstwem wolnoลci. Wiedziaลam teลผ, ลผe kaลผdy mรณj krok jest obserwowany, komentowany i zapamiฤtywany. Doลฤ powiedzieฤ, ลผe zanim doszลam na stary cmentarz, ลผeby caลowaฤ siฤ z K., moja Mama juลผ wiedziaลa, gdzie byลam i z kim. Wtedy uwaลผaลam to za dowรณd prowincjonalnoลci Lubania. Dzisiaj myลlฤ o tym z uลmiechem – moลผe nie byลo to tylko plotkowanie, ale takลผe pewna forma troski, charakterystyczna dla miejsc, gdzie ludzie naprawdฤ siฤ znajฤ . Kiedy dostaลam siฤ na studia, obiecaลam sobie, ลผe do Lubania nigdy nie wrรณcฤ.ย How little did I knowโฆย โ jak mรณwiฤ Amerykanie. Jak niewiele wtedy wiedziaลam o sobie i o tym, jak skomplikowane bywajฤ nasze zwiฤ zki z miejscami, z ktรณrych prรณbujemy uciec.
Los rzeczywiลcie spลataล mi figla. Zaczฤลam to rozumieฤ dopiero wtedy, gdy po raz pierwszy po wyjeลบdzie z Polski przyleciaลam do kraju z Kanady, wiosnฤ 1994 roku, aby dokoลczyฤ i obroniฤ pracฤ magisterskฤ . Wtedy zobaczyลam Lubaล innymi oczami. Nie oczami zbuntowanej nastolatki, ale osoby, ktรณra poznaลa juลผ smak oddalenia, tฤsknoty i ลผycia pomiฤdzy dwoma ลwiatami. Od tamtej pory coraz czฤลciej wracaลa do mnie myลl o powrocie. Bo moลผe domem nie zawsze jest miejsce, ktรณre wybieramy. Czasem domem staje siฤ miejsce, ktรณre wybiera nas.
Lubaล ma wyjฤ tkowe poลoลผenie. Leลผy w poลudniowo-zachodnim zakฤ tku Polski, na styku historii, kultur i dawnych szlakรณw. Kiedy opowiadam o nim znajomym, zawsze zaczynam od geografii – bo jest to jeden z tych niewielkich punktรณw na mapie, ktรณre okazujฤ siฤ niezwykle blisko wielkiego ลwiata. Do Wrocลawia moลผna dziล dojechaฤ wygodnie w okoลo pรณลtorej godziny. Praga, Berlin, Drezno, nawet Wiedeล – miasta naleลผฤ ce do europejskiego krฤgu kultury i historii – sฤ niemal na wyciฤ gniฤcie rฤki. Szklarska Porฤba i Karpacz znajdujฤ siฤ tuลผ obok. Kilka lat temu z cรณrkฤ dotarลyลmy samochodem do Werony w osiem godzin. Z Lubania naprawdฤ wszฤdzie jest blisko. A w pogodny dzieล z Kamiennej Gรณry widaฤ ลaลcuch Sudetรณw.
Lubaล sam w sobie nigdy nie byล tylko przystankiem po drodze. To miasto ma wลasnฤ opowieลฤ, historiฤ zapisanฤ w murach, ulicach i ludzkiej pamiฤci. Kiedy przypadkowy przybysz po raz pierwszy spaceruje po Rynku, spoglฤ da na Wieลผฤ Brackฤ , ลredniowieczne mury czy stare kamienice, poczuje, jeลli tylko zechce, obecnoลฤ tych wszystkich ludzi, ktรณrzy byli tu przed nami: kupcรณw, rzemieลlnikรณw, tkaczy, ลผoลnierzy, rodzin, ktรณre rodziลy siฤ tutaj, ลผyลy, radowaลy siฤ, cierpiaลy i odchodziลy.
Historia Lubania rozpoczฤลa siฤ w pierwszej poลowie XIII wieku, na skrzyลผowaniu waลผnych szlakรณw handlowych prowadzฤ cych ze ลlฤ ska do Saksonii i Czech. To poลoลผenie byลo bลogosลawieลstwem, ale czasem takลผe przekleลstwem. Przez miasto przechodziลy towary, idee i ludzie, ale przechodziลy teลผ – w tฤ i z powrotem – caลe armie.
Najwiฤkszym bogactwem Lubania przez wieki nie byลo jednak zลoto ani kosztownoลci. Byล nim len i ludzkie rฤce. Przez setki lat miasto ลผyลo rytmem pracy tkaczy. W domach od ลwitu rozbrzmiewaล stukot krosien. Pokolenia mieszkaลcรณw cierpliwie zamieniaลy cienkie wลรณkna lnu w pลรณtna, ktรณre pรณลบniej trafiaลy daleko poza granice miasta. Kaลผda niฤ byลa efektem ludzkiej pracy, cierpliwoลci i umiejฤtnoลci.
Los i historia nie oszczฤdzaลy Lubania. Miasto przeลผywaลo wojny, poลผary i epidemie. Za kaลผdym razem mieszkaลcy musieli zaczynaฤ od nowa. Najbardziej dramatycznym momentem byลa koลcรณwka II wojny ลwiatowej. Bitwa o Lubaล, trwajฤ ca od 16 lutego do 8 marca 1945 roku, byลa jednฤ z ostatnich wiฤkszych operacji zakoลczonych taktycznym sukcesem Wehrmachtu. Niemcy odzyskali miasto po kontrataku przeciwko Armii Czerwonej, ale nie mogลo to juลผ zmieniฤ losรณw wojny. Cena byลa ogromna โ okoลo 60 procent zabudowy Lubania zostaลo zniszczone.
A potem przyszli nowi mieszkaลcy. Ludzie, ktรณrzy sami stracili swoje domy, swoje miasta i swoje dawne ลผycie. Przywieลบli ze sobฤ walizki i skrzynie, a w nich pierzyny, ลwiฤte obrazki, kilka garnkรณw, rodzinne fotografie, wspomnienia i nadziejฤ. Wลrรณd nich byli moi Dziadkowie, ktรณrzy jesieniฤ 1945 roku przybyli tutaj w bydlฤcym wagonie z ukochanego Woลynia.
Za majฤ teczek zostawiony na Wschodzie dostali poลรณwkฤ niewielkiego domu u podnรณลผa Kamiennej Gรณry โ wzgรณrza wchodzฤ cego w skลad Wzgรณrz Zalipaลskich, zbudowanego gลรณwnie z bazaltu, ktรณry przypomina o odlegลej przeszลoลci geologicznej tego miejsca i czasach, gdy dziaลaลy tu wulkany.
Ten dom staล siฤ naszym rodzinnym SPLOTEM โ miejscem, gdzie poลฤ czyลy siฤ historie ludzi wysiedlonych ze Wschodu i miasta opuszczonego przez dawnych mieszkaลcรณw…
W XIX wieku do dawnej tradycji tkackiej Lubania doลฤ czyล kolejny rozdziaล โ epoka przemysลu. Miasto, ktรณre przez stulecia ลผyลo z pracy rฤ k pojedynczych rzemieลlnikรณw, zaczฤลo zmieniaฤ swoje oblicze. Obok maลych warsztatรณw pojawiลy siฤ wiฤksze zakลady, przฤdzalnie i tkalnie, a rytm miasta zaczฤ ล wyznaczaฤ nie tylko stukot domowych krosien, ale takลผe odgลosy fabrycznych maszyn.
Kominy zakลadรณw przemysลowych na dziesiฤciolecia wpisaลy siฤ w panoramฤ Lubania. Dawaลy ludziom pracฤ, poczucie stabilizacji i dumฤ z tego, ลผe ich miasto ma znaczenie. Wyroby z lubaลskich krosien trafiaลy na rynki caลych Niemiec i Europy. Do dziล zachowaลo siฤ powiedzenie, ลผeย Lubaล “wycieraล nosy caลej Europieโย โ bo jednym z waลผnych produktรณw byลy baweลniane chusteczki do nosa.
To zdanie, pozornie ลผartobliwe, kryje w sobie coล waลผnego. Przypomina, ลผe historia maลych miast czฤsto jest historiฤ rzeczy codziennych. Nie wielkich bitew i nazwisk zapisanych w podrฤcznikach, ale zwykลej pracy tysiฤcy ludzi. Ludzi, ktรณrzy kaลผdego dnia wstawali rano, szli do fabryk i warsztatรณw, aby tworzyฤ coล, co pรณลบniej trafiaลo w ลwiat. Dzisiaj po wielu dawnych zakลadach pozostaลy juลผ tylko nieliczne budynki, wspomnienia i fotografie. Ale te miejsca wciฤ ลผ przypominajฤ , ลผe Lubaล nie byล nigdy jedynie maลym prowincjonalnym miasteczkiem. Byล waลผnym oลrodkiem rzemiosลa i przemysลu Dolnych ลuลผyc, miejscem, gdzie praca ludzkich rฤ k miaลa swojฤ wartoลฤ i godnoลฤ.
Takลผe mรณj rodzinny dom jest czฤลciฤ tej historii. Budynek, ktรณry w 1945 roku zajฤli moi Dziadkowie, powstaล w okresie niemieckiego boomu gospodarczego lat trzydziestych XX wieku. Jest jednym z dwunastu bliลบniaczych domรณw poลoลผonych nad wฤ wozem, przez ktรณry przebiega linia kolejowa. Byล to kompleks budowany z myลlฤ o kolejarzach โ praktyczny, prosty, tworzony bardziej z potrzeby chwili i z energii Hitlera budujฤ cego popularnoลฤ, niลผ z myลlฤ o architektonicznej elegancji.
Drzwi drugiej czฤลci domu byลy zaryglowane i wisiaลa na nich kartka:ย โTu mieszka szewcโ. Szewc jednak nigdy siฤ nie pojawiล. Byฤ moลผe znalazล inne miejsce, byฤ moลผe los zdecydowaล inaczej. Wiฤc Dziadek zdjฤ ล krzywo zapisanฤ kartkฤ i zgลosiล w PUR – Paลstwowym Urzฤdzie Repatriacyjnym, ลผe syn, Wลadysลaw, mรณj przyszลy wuj, wraca z wojny i jako ลผoลnierz II Armii Wojska Polskiego, bฤdzie musiaล gdzieล zamieszkaฤ. PUR nie zgลaszaล sprzeciwu. Dom, jak wiele budynkรณw z tamtych czasรณw, miaล swoje niedoskonaลoลci: krzywe ลciany, ktรณre byลy prawdziwym przekleลstwem, kiedy modne staลy siฤ tapety, niewielkฤ namiastkฤ ลazienki z kotลem do gotowania bielizny i ลผeliwnฤ wannฤ , brak bieลผฤ cej ciepลej wody, piec w kuchni, w ktรณrym trzeba byลo paliฤ wฤglem, aby ugotowaฤ obiad i ogrzaฤ wszystkie pomieszczenia.
A jednak byล domem.
To wลaลnie w nim odbywaลy siฤ rodzinne rozmowy, ลwiฤta, toczyลy siฤ zwyczajne dni i niezwyczajne chwile. To w nim moi Dziadkowie zaczynali nowe ลผycie po utracie Woลynia. To w jego ลcianach splataลy siฤ dwie historie โ historia ludzi wysiedlonych ze Wschodu i historia miasta, ktรณre samo musiaลo odnaleลบฤ siฤ w nowej rzeczywistoลci.
Dom, podpiwniczony i ze sporym strychem miaล teลผ swoje tajemnice: poutykane w zakamarkach niemieckie magazyny filmowe, porzucone w piwnicy pudลo z piฤknym rosenthalem, a podczas remontu, ktรณry w latach szeลฤdziesiฤ tych przeprowadziลa Mama, robotnicy znaleลบli dwa granaty – ลwiadectwo wojny, ktรณra zostawiลa swoje ลlady niemal wszฤdzie.
Dzisiaj powoli remontujฤ dom na nowo. Ma juลผ nowy dach, nowoczesne ogrzewanie i normalnฤ ลazienkฤ, choฤ ta ostatnia znowu zaczyna domagaฤ siฤ remontu. Dom zmienia siฤ razem ze mnฤ . Powoli przygotowujฤ go na mรณj powrรณt. Moลผe wลaลnie dlatego tak trudno mi dziล powiedzieฤ, ลผe kiedyล chciaลam z Lubania uciec. Bo miejsce, przed ktรณrym uciekamy, czasem okazuje siฤ miejscem, do ktรณrego najbardziej chcemy wrรณciฤ.
Spacerujฤ c ulicami Lubania widzฤ nie tylko relikty przeszลoลci. Widzฤ ludzi. Widzฤ tych, ktรณrzy przez wieki budowali to miasto, tych, ktรณrzy podnosili je z ruin po kolejnych tragediach, tych, ktรณrzy po 1945 roku przyjechali tutaj z rรณลผnych stron Polski i prรณbowali stworzyฤ nowe ลผycie.
Wieลผa Bracka, Dom Solny, stare kamienice i fragmenty murรณw miejskich to nie tylko lokalne ciekawostki. To ลwiadkowie, milczฤ ce kroniki zapisane w kamieniu. Na jednej z zabytkowych budowli moลผna dostrzec tajemniczy napisย MDCCLXXIย โ rok 1771 zapisany cyframi rzymskimi. Drobny szczegรณล, ktรณry dla przechodnia moลผe byฤ niezauwaลผalny, ale dla uwaลผnego obserwatora staje siฤ zaproszeniem do rozmowy z przeszลoลciฤ . Kaลผde stare miasto ma swoje ukryte historie. Trzeba tylko nauczyฤ siฤ sลuchaฤ.
Na lubaลskim Rynku znajdujฤ siฤ tablice upamiฤtniajฤ ce postaci, ktรณre na chwilฤ zatrzymaลy siฤ w dziejach miasta. Byล tu Napoleon, uciekajฤ cy przed wojskami ksiฤcia Michaiลa Kutuzowa. Byล car Aleksander I. Byล rรณwnieลผ Joseph Goebbels โ ale historii nie trzeba zawsze honorowaฤ. Czasem wystarczy jฤ pamiฤtaฤ.
Swoje miejsce w pamiฤci Lubania zdecydowanie zasลugujฤ natomiast ludzie kultury. Tak jak aktorย Wลodzimierz Boruลski, ktรณry zaraz po wojnie stworzyล tutaj teatrย โSiรณdme Nieboโ czyย Feliks Netzย โ poeta, prozaik i krytyk literacki, ktรณry spฤdziล w Lubaniu dziesiฤฤ lat swojego ลผycia.
Miast nie tworzฤ tylko budynki. Tworzฤ je ludzie, ktรณrzy zostawiajฤ w nich czฤ stkฤ siebie.
Zanim pojawiล siฤย SPLOT, Lubaล miaล juลผ swojฤ muzycznฤ tradycjฤ. Przez lata waลผnym elementem ลผycia miasta byลaย LAWA โ Muzyczne Dni Lubania, wydarzenie, ktรณre na wiele lat wpisaลo siฤ w kalendarz mieszkaลcรณw. To wลaลnie takie imprezy sprawiajฤ , ลผe miasto przestaje byฤ tylko zbiorem ulic, domรณw i zabytkรณw, a zaczyna byฤ miejscem wspรณlnych przeลผyฤ.
Pamiฤtam, ลผe dla wielu mieszkaลcรณw LAWA byลa czymล wiฤcej niลผ tylko seriฤ koncertรณw. Byลa letnim ลwiฤtem, momentem, kiedy miasto oลผywaลo, kiedy ludzie wychodzili z domรณw, spotykali znajomych, sลuchali muzyki i na chwilฤ odkลadali codzienne troski. W maลym mieลcie takie wydarzenia majฤ szczegรณlnฤ moc โ nie chodzi tylko o nazwiska artystรณw na scenie, ale o poczucie, ลผe wszyscy jesteลmy czฤลciฤ czegoล wspรณlnego.
Muzyka ma niezwykลฤ zdolnoลฤ ลฤ czenia ludzi ponad pokoleniami. Ci, ktรณrzy pamiฤtali dawne koncerty, spotykali siฤ z mลodszymi mieszkaลcami, dla ktรณrych scena w Rynku byลa symbolem wspรณลczesnego Lubania. Wspomnienia mieszaลy siฤ z nowymi doลwiadczeniami โ tak jak w prawdziwym splocie, gdzie kaลผda niฤ pozostaje sobฤ , ale dopiero razem tworzฤ caลoลฤ. LAWA byลa wiฤc jednym z tych miejsc, gdzie moลผna byลo zobaczyฤ, ลผe Lubaล nie jest miastem zatrzymanym w przeszลoลci. ลปe oprรณcz historii zapisanej w murach, starych fabrykach i rodzinnych opowieลciach istnieje takลผe teraลบniejszoลฤ โ gลoลna, kolorowa i peลna energii.
Dlatego SPLOT wydaje siฤ naturalnym kolejnym rozdziaลem tej historii. Nie zastฤpuje tego, co byลo wczeลniej, lecz splata wczeลniejsze doลwiadczenia z nowymi pomysลami. Tak jak dawne krosna nie przestaลy byฤ symbolem Lubania, tak i muzyczne tradycje miasta pozostajฤ czฤลciฤ jego toลผsamoลci.
LAWA byลa jednฤ z nici. SPLOT zebraล ich jeszcze wiฤcej.
Ale wrรณฤmy doย SPLOTU.
Trudno byลoby znaleลบฤ nazwฤ lepiej pasujฤ cฤ do Lubania. Splot โ w najprostszym znaczeniu โ to sposรณb, w jaki nitki osnowy i wฤ tku przeplatajฤ siฤ ze sobฤ , tworzฤ c tkaninฤ. Pojedyncza niฤ jest delikatna, ลatwa do zerwania. Dopiero poลฤ czone razem tworzฤ coล trwaลego, coล, co moลผe przetrwaฤ lata. Czyลผ nie tak wลaลnie powstajฤ miasta? Nie z samych murรณw, ulic i budynkรณw, ale z ludzkich historii. Z tysiฤcy pojedynczych losรณw, ktรณre czasem biegnฤ rรณwnolegle, czasem siฤ krzyลผujฤ , a czasem zupeลnie niespodziewanie splatajฤ .
Lubaล jest wลaลnie takim splotem. To splot dawnych mieszkaลcรณw i nowych osadnikรณw: splot historii niemieckiej, polskiej, ลuลผyckiej i kresowej. Splot ludzi, ktรณrzy urodzili siฤ tutaj, i tych, ktรณrzy โ jak moi Dziadkowie โ przybyli z daleka, niosฤ c ze sobฤ pamiฤฤ utraconych domรณw.
To splot przeszลoลci i przyszลoลci – ลredniowiecznych murรณw i nowoczesnego miasta, dawnych krosien tkackich i dzisiejszej sceny koncertowej, wspomnieล starszych mieszkaลcรณw i marzeล mลodego pokolenia.
Moja wลasna historia takลผe jest czฤลciฤ tego splotu.
Przez wiele lat myลlaลam, ลผe Lubaล jest miejscem, z ktรณrego trzeba wyjechaฤ, aby zobaczyฤ ลwiat. Dzisiaj wiem, ลผe czasem trzeba wyjechaฤ bardzo daleko, ลผeby naprawdฤ zobaczyฤ miejsce, z ktรณrego siฤ pochodzi.
Moje ลผycie rรณwnieลผ utkaลo siฤ z wielu nici. Z dzieciลstwa spฤdzonego w Lubaniu, z polskiej kultury i jฤzyka, z lat spฤdzonych w Kanadzie, z nowego ลผycia w Ameryce, z ludzi, ktรณrych spotkaลam po drodze, z miejsc, ktรณre mnie uksztaลtowaลy. Ale jedna z tych nici zawsze prowadziลa z powrotem tutaj – do Lubania.
Dlatego tak bardzo ucieszyลa mnie nazwaย SPLOT. Jest w niej coล wiฤcej niลผ tylko pomysล na wydarzenie kulturalne. Jest w niej zrozumienie tego, czym naprawdฤ jest miasto. Miasto to nie muzeum. To nie tylko zbiรณr zabytkรณw i dat zapisanych w kronikach. Miasto ลผyje wtedy, kiedy ludzie czujฤ , ลผe jest ich wspรณlnym miejscem, kiedy wychodzฤ z domรณw, spotykajฤ siฤ, rozmawiajฤ , ลmiejฤ siฤ, sลuchajฤ muzyki i razem tworzฤ nowe wspomnienia.
I wลaลnie to zobaczyลam na zdjฤciach z pierwszego SPLOTU – rozeลmianych ludzie spacerujฤ cych po Rynku, rodziny uczestniczฤ ce w warsztatach, mieszkaลcรณw spotykajฤ cych siฤ nie tylko jako sฤ siedzi, ale jako wspรณlnota. Tu byลo wszystko, czego potrzeba ludziom: muzyka, rozmowy, dzieciฤcy gwar i ta niezwykลa energia, ktรณra pojawia siฤ wtedy, gdy miasto na chwilฤ przestaje byฤ tylko miejscem zamieszkania, a staje siฤ domem.
ลปaลujฤ, ลผe mnie tam nie byลo.
Ale moลผe tak miaลo byฤ. Moลผe potrzebowaลam zobaczyฤ to z pewnego oddalenia โ tak jak kiedyล potrzebowaลam wyjechaฤ z Lubania, aby mรณc do niego wrรณciฤ.
Moลผe za rok bฤdฤ tam juลผ osobiลcie.
Nie:ย moลผe. Na pewno.
Bo domy, podobnie jak ludzie, czasem dลugo czekajฤ na powrรณt.
Trzydniowa impreza, ktรณra poลฤ czyลa mieszkaลcรณw i przyciฤ gnฤลa goลci z innych miejscowoลci, jest dowodem na to, ลผe Lubaล ลผyje. ลปe miasto, ktรณre tyle razy musiaลo zaczynaฤ od nowa, nadal ma w sobie energiฤ, pomysลowoลฤ i siลฤ. To ogromna zasลuga wielu osรณb โ organizatorรณw, pracownikรณw instytucji kultury, artystรณw, wolontariuszy i mieszkaลcรณw, ktรณrzy zechcieli byฤ czฤลciฤ tego wydarzenia. Kaลผdy z nich doลoลผyล swojฤ niฤ. I wลaลnie z tych nici powstaล SPLOT.
SPLOT, czyli ลwiฤto miasta, ludzi, pamiฤci i przyszลoลci.
Bo Lubaล, podobnie jak kaลผda dobra tkanina, nie skลada siฤ z jednej nici. Jest piฤkny dlatego, ลผe jest utkany z wielu.
ลUลปYCKIEMU CENTRUM ROZWOJU I PANU TOMASZOWI BERNACKIEMU DZIEKUJฤ ZA POZWOLENIE NA UลปYCIE ZDJฤฤ. ORGANIZATOROM WYDARZENIA SKลADAM Z ODDALI WIELKIE GRATULACJE.
Juลผ za kilka dni w Center for Brooklyn History spotkamy siฤ z Billem Johnstonem, jednym z gลรณwnych tลumaczy literatury polskiej na jฤzyk angielski https://www.bklynlibrary.org/calendar/bill-johnston-and-will-center-for-brooklyn-20251120-0700pm. Rozmowa bฤdzie dotyczyฤ powieลci Wiesลawa Myลliwskiego “Ucho igielne”, ktรณra dosลownie kilka dni temu ukazaลa siฤ w przekลadzie na jฤzyk angielski nakลadem wydawnictwa Archipelago Books. To przypomniaลo mi to, ลผe kilka lat temu przeprowadziลam z Billem rozmowฤ, ktรณra wรณwczas zostaลa opublikowana na ลamach Nowego Dziennika. Przypominam jฤ tutaj po polsku i po angielsku, zachฤcajฤ c jednoczeลnie do przyjลcia na spotkanie z tลumaczem.
Wspomniaล Pan, ลผe w Archipelago ukaลผe siฤ wkrรณtce nowa ksiฤ ลผka. Co to bฤdzie?
Pracujฤ jednoczeลnie nad wieloma rzeczami, ale do wydania przygotowujฤ nowฤ powieลฤ Magdaleny Tulli โSkazaโ. W Polsce zostaลa wydana w ubiegลym roku, a jeszcze w tym ukaลผe siฤ jej angielski przekลad.
Wspominaล Pan ongiล takลผe o Myลliwskim i Odojewskim. Czy tลumaczenie tych pisarzy takลผe ma Pan w planach?
Bardzo ceniฤ obu tych pisarzy i chฤtnie bym ich przyswoiล jฤzykowi angielskiemu, ale jest ta trudnoลฤ, ลผe obydwaj piszฤ dลugie ksiฤ ลผki. Niestety, jest to powaลผne praktyczne ograniczenie, wpลywajฤ ce w Ameryce na decyzjฤ o wydaniu takiego czy innego tytuลu. Jest po prostu trudno wydaฤ grubฤ ksiฤ ลผkฤ. Bardzo jednak chciaลbym przetลumaczyฤ choฤby โKamieล na kamieniuโ Myลliwskiego i dalej o tym myลlฤ.
Tลumaczy Pan i poezjฤ i prozฤ. Mรณwi siฤ, ลผe dobry przekลad poetycki moลผe wyjลฤ tylko spod piรณra poety. Czy jest Pan poetฤ ?
Nie umiem odpowiedzieฤ na to pytanie (ลmiech). Piszฤ wiersze, ale niespecjalnie publikujฤ, tak wiฤc nie bardzo wiem, czy jestem poetฤ czy nie. Powiedzmy, ลผe nim bywam (ลmiech).
Patrzฤ c na poezjฤ Tadeusza Rรณลผewicza zย filologicznego czy teลผ translatorskiego punktu widzenia, wydaje siฤ ona jednoczeลnie i ลatwฤ i trudnฤ jako przedmiot tลumaczenia. Jednoczeลnie trzeba chyba lubiฤ to, co siฤ tลumaczy. Co polubiล Pan w poezji Rรณลผewicza?
Jestem filologiem, jฤzykoznawcฤ i szukajฤ c poezji do tลumaczenia, wybierajฤ c poezjฤ, ktรณrฤ chciaลbym tลumaczyฤ przede wszystkim zwracam uwagฤ na jฤzyk. Jฤzyk Rรณลผewicza zawsze byล dla mnie czymล piฤknym: jego prostota, klarownoลฤ sฤ dla tลumacza wyzwaniem.
Jeลli ktoล przypadkowo spojrzy na te wiersze i przeczyta na przykลad opis noลผa leลผฤ cego na stole, pomyลli, ลผe nie ma nic prostszego do przetลumaczenia. Tak naprawdฤ to jest to szalenie trudne; trzeba wลaลnie tak samo czysto i klarownie przekazaฤ tฤ prostotฤ jaka jest w oryginale. A to nie jest ลatwe. Nawet bardzo proste zdania wymagajฤ wiele pracy, by oddaฤ prawdziwie ich sens. U Rรณลผewicza od poczฤ tku to wลaลnie mnie fascynowaลo.
Pracujฤ c nad przekลadem wierszy ostatnio wydanych czytaลem rรณwnoczeลnie jego wczeลniejsze wiersze i coraz bardziej odkrywaลem szacunek dla prawdy, odwagฤ moralnฤ , ktรณre tam sฤ zawarte. Na niedawnym spotkaniu poลwiฤconym poezji Rรณลผewicza, na ktรณrym byล obecny miฤdzy innymi Edward Hirsch, mรณwiliลmy o tym, ลผe Rรณลผewicz deklarujฤ c siฤ jako ateista, pisze bezustannie o Bogu, o Chrystusie, o wierze. To sprawia, ลผe w jego wierszach jest niesamowity wymiar duchowy.
Dla mnie jest to poeta, ktรณry obejmuje ลผycie w caลoลci. Uwaลผam, ลผe czลowiek piszฤ cy w ten sposรณb o wierze mรณwi niezwykle waลผne rzeczy; wyraลผa absolutny szacunek dla czลowieka i wszystkiego, co czลowiek robi. Nie zgadzam siฤ z tym, ลผe Rรณลผewicz to poeta pesymistyczny. To jest poeta walczฤ cy ze zลem, ktรณre dostrzega w ลwiecie, ale jest teลผ otwarty, chcฤ cy rozumieฤ, przyjmowaฤ to, co widzi. W trakcie mojej pracy nad ksiฤ ลผkฤ odkrywaลem w tej pozornie prostej poezji coraz wiฤcej gลฤbi i mฤ droลci.
A jak praktycznie przebiegaลa Paลska praca nad poezjฤ Rรณลผewicza? Czy konsultowaล siฤ Pan zย nim w jej trakcie? Jak w ogรณle pracuje Pan zย autorami tลumaczonych przez siebie tekstรณw?
Bywa bardzo rรณลผnie. Znam wielu tลumaczy, ktรณrzy bardzo wspรณลpracujฤ ze swoimi autorami, czasem nawet pomieszkujฤ z nimi, pracujฤ razem nad kaลผdym sลowem. Ja jakoล nie mam takich doลwiadczeล.
Wydaje mi siฤ, ลผe generalnie tลumaczeni przeze mnie pisarze czy poeci majฤ do mnie zaufanie. Zwrรณciลem siฤ do Rรณลผewicza z kilkoma pytaniami, ale wลaลciwie nie konsultowaลem z nim moich przekลadรณw. Myลlฤ, ลผe doลฤ dobrze znam i jฤzyk i kulturฤ polskฤ i potrafiฤ rozpoznaฤ moment, kiedy czegoล nie rozumiem i wtedy wลaลnie zadajฤ pytania.
Tลumaczenie polega na odtworzeniu tekstu w innym jezyku i to jest juลผ moje zadanie. Czy siฤ to uda czy nie, to teลผ jest moja albo zasลuga, albo wina. Nie widzฤ szczegรณlnej potrzeby, by konsultowaฤ siฤ stale z autorem dla samego konsultowania. Jest pewien wyjฤ tek โ Magdalena Tulli, z ktรณrฤ prowadziลem doลฤ oลผywionฤ korespondencjฤ, ktรณra tลumaczyลa mi rรณลผne rzeczy, co czasem pomagaลo, a czasem nie.
Tacy autorzy jak Pilch, czy Stasiuk niespecjalnie przejmujฤ siฤ tym, co tลumacz robi zย ich ksiฤ ลผkami. Moลผe inaczej wyglฤ da to w trakcie wspรณลpracy zย mลodszymi poetami. Pracowaลem ostatnio nad wyborem wierszy Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego i zย nim muszฤ dokonaฤ pewnych rozmรณw. Jego poezja zawiera wiele bardzo osobistych momentรณw, ktรณrych nie jestem w stanie bez jego pomocy przeลoลผyฤ.
Jak Pan sฤ dzi, jaka bฤdzie percepcja tomu Rรณลผewicza w Paลskim przekลadzie tutaj w Ameryce?
To jest bardzo waลผne pytanie dla mnie, bo gdy siฤ wydaje ksiฤ ลผkฤ chciaลoby siฤ, by ludzie jฤ czytali i jakoล rozumieli. Rรณลผewicz jest bardzo niesลusznie pomijany tu w Ameryce. Jego ostatnia ksiฤ ลผka wyszลa wiele lat temu. Ludzie oczywiลcie czytajฤ Miลosza, ostatnio ukazaล siฤ piฤkny tom Herberta w nowym tลumaczeniu. Bardzo bym chciaล jednak, by Rรณลผewicz byล szerzej czytany i rozpoznawany, bo to jest jednak bardzo inny gลos, odmienny niลผ gลos Herberta czy Szymborskiej.
Jest bardzo wielu czytelnikรณw Rรณลผewicza, ktรณrzy uwaลผajฤ , ลผe to niedobrze iลผ od dawna go nie wydawano tutaj. Edward Hirsch, ktรณrego juลผ wspominaลem jest tutaj dobrym przykลadem, on uwielbia Rรณลผewicza i bardzo go promuje.
Powodzenie โNew Poemsโ zaleลผy w duลผym stopniu od tego, czy bฤdฤ recenzje. Niedลugo ma siฤ rรณwnieลผ ukazaฤ wybรณr wierszy Rรณลผewicza w tลumaczeniu Joanny Trzeciak. Nie znam dokลadnej daty, ale wydanie tej ksiฤ ลผki powinno takลผe przyczyniฤ siฤ do odลwieลผenia wiedzy o poecie w Ameryce.
Dla mnie jest to pisarz, ktรณry pod kaลผdym wzglฤdem wniรณsล niezwykle wiele nowego do literatury ลwiatowej, nie tylko polskiej i warto byลoby jego pisarstwo wciฤ ลผ promowaฤ, sprawiฤ by czytelnik amerykaลski czytaล go i polubiล. Oczywiลcie, Rรณลผewicz bฤdzie czytany tu na swรณj sposรณb, bo w w jego wierszach, zwลaszcza tych najnowszych jest wiele odniesieล do polskiej rzeczywistoลci, ktรณre tutaj nie w peลni mogฤ byฤ odebrane, ale to nie szkodzi. Amerykanin bฤdzie inaczej czytaล wiersze Rรณลผewicza, ale jego poezja jest tak bogata i wielostronna, ลผe i czytelnik tutejszy znajdzie tam wiele dla siebie.
Wroฤmy jeszcze do tej niezwykลej rรณลผnorodnoลci epok widocznej w Paลskiej pracy translatorskiej. To musi byฤ niezwykle trudne poruszaฤ siฤ pomiฤdzy wiekami i rรณลผnymi gatunkami polszczyzny. Czy najpierw dokonuje Pan przekลadu filologicznego i stara siฤ go Pan upoetyczniฤ, czy teลผ ma Pan zupeลnie innฤ metodฤ pracy?
Najskrajniejszym chyba przykลadem tego, o co pani pyta jest โOdprawa posลรณw greckichโ, nad ktรณrฤ wลaลnie skoลczyลem pracowaฤ. Ukaลผe siฤ ona w maลym wydawnictwie w Polsce jeszcze w tym roku.
Kiedy pracujฤ nad tekstem szukam od razu wลaลciwej wersji angielskiej. Nie wierzฤ โ zwลaszcza w takich przypadkach – w istnienie tลumaczenia dosลownego czy filologicznego. Literatura istnieje w jฤzyku, to nie jest tylko seria wyrazรณw czy zdaล, forma to jest to, czym jest literatura. Od razu szukam wersji, ktรณra โ mam nadziejฤ โ zaistnieje w jฤzyku angielskim jako poezja. Czy tลumaczenie siฤ uda, czy siฤ spodoba, zaleลผy w moim pojฤciu od tego, czy tลumaczony wiersz bฤdzie wierszem po angielsku.
Oczywiลcie, to wymaga wiele pracy, bo pierwsza wersja jest ani dobra, ani zลa, jest zazwyczaj niczym. Trzeba dopiero nad niฤ pracowaฤ, ลผeby stworzyฤ tฤ prawdziwฤ wersjฤ, przepeลnionฤ poezjฤ .
Trzeba pamiฤtaฤ teลผ, ลผe jฤzyk angielski jest ogromnie bogaty. Kocham swรณj jฤzyk bardzo, jego zasoby sฤ znacznie szersze i gลฤbsze i bogatsze niลผ siฤ wydaje. Wspรณลczesna literatura amerykaลska dziaลa przewaลผnie w bardzo wฤ skiej sferze jฤzyka. Niewielu jest autorรณw, takich jak choฤby Thomas Pynchon, ktรณrzy sฤ w peลni ลwiadomi caลoลci zasobรณw angielskiego. Ja tลumaczฤ zawsze na jฤzyk wspรณลczesny, staram siฤ wykorzystywaฤ jego wszystkie moลผliwoลci, siฤgaฤ do najbardziej ukrytych jego pokลadรณw. Pracujฤ tutaj w Ameryce, ale pochodzฤ z Anglii i to daje mi jakby dwie osobne drogi do operowania jฤzykiem angielskim w mojej pracy translatorskiej.
Ale napotyka Pan na pewno na wiele puลapek filologicznych; jak choฤby to, ลผe poezja polska oparta jest na iloลci sylab a angielska na metrze, czy to, ลผe w poezji polskiej do Oลwiecenia nie byลo rymรณw mฤskich. Jak Pan rozwiฤ zuje takie problemy – pomija je Pan? Stara siฤ zanglicyzowaฤ formฤ? Czy teลผ prรณbuje Pan w jakiล sposรณb dopasowaฤ tฤ polskฤ specyficznฤ formฤ do wymogรณw angielskiej poetyki?
Myลlฤ, ลผe trochฤ i jedno i drugie. Na przykลad โBalladynaโ jest napisana w wiฤkszoลci jedenastozgลoskowcem, czasami przechodzฤ cym w trzynastozgลoskowiec. Jฤzyk angielski nie ma takich moลผliwoลci, by to oddaฤ. Prรณbowaลem stworzyฤ coล, co oddaลoby tฤ wersyfikacjฤ, ale nie byล to udany zabieg i to jest z pewnoลciฤ wadฤ mojego tลumaczenia, ลผe wiersz nie jest aลผ tak zrรณลผnicowany.
Jeลli chodzi o rymy ลผeลskie i mฤskie, to skoro to funkcjonuje zupeลnie inaczej po polsku niลผ po angielsku, to nie ma sensu bawiฤ siฤ w to, by znajdowaฤ tylko rymy ลผeลskie. Czasami uลผywam tego, co nazywa siฤ off rhyme czy half rhyme. Proszฤ pamiฤtaฤ, ลผe tลumaczฤ dla wspรณลczesnego czytelnika, ktรณry ma inne podejลcie do formy.
Z drugiej strony uwaลผam, ลผe wspรณลczesne tลumaczenie dodaje znรณw coล nowego do tych zasobรณw jฤzyka, o ktรณrych juลผ mรณwiลem. W โOdprawie posลรณw greckichโ jest sลynny trzeci chรณr, ktรณry dla czytelnikรณw wspรณลczesnych Kochanowskiemu byล czymล zupeลnie nowym. Odtworzyลem go w angielskim uลผywajฤ c tej samej struktury co poeta, uลผywajฤ c jako podstawy greki. Czy jest to udane, oceni czytelnik, ale prรณbowaลem wnieลฤ coล nowego do angielszczyzny. Oczywiลcie uznajฤ w moich dziaลaniach granicฤ, tego co jest moลผliwe.
Oprรณcz pracy translatorskiej jest pan dyrektorem Polish Studies Center w Uniwersytecie Indiany. Na czym polega owo centrum?
To jest oลrodek naukowy, ktรณry istnieje juลผ 30 lat, stworzony wspรณlnie z Uniwersytetem Warszawskim na zasadzie wzajemnoลci, bo tam powstaล American Studies Center, zresztฤ ลwietnie do dziล dziaลajฤ cy. Naszym gลรณwnym zadaniem jest promowanie naukowego zainteresowania polskฤ kulturฤ , spoลeczeลstwem, historiฤ . Zajmujemy siฤ organizowaniem konferencji naukowych, ostatnia jest poลwiฤcona powojennym stosunkom polsko-niemieckim z udziaลem ambasadora Reitera, Adama Michnika, Przemysลawa Czapliลskiego i Marka Zalewskiego, ลผeby wspomnieฤ tylko kilka nazwisk.
Organizujemy teลผ wykลady, sesje naukowe, imprezy kulturalne. Dziaลamy teลผ na poziomie towarzyskim, ale to naturalne tam, gdzie jest spore ลrodowisko polskie. Gลรณwnie jednak zajmujemy siฤ dziaลalnoลciฤ naukowo- kulturalnฤ . Nie prowadzimy jednak dziaลalnoลci dydaktycznej.
Rozumiem, ลผe intensywnoลฤ pracy centrum zaleลผy od budลผetuโฆ
Budลผet mamy bardzo skromny, ale Indiana University ma wiele rรณลผnych moลผliwoลci uลatwiajฤ cych naszฤ pracฤ. Dziaลamy poprzez wspรณลpracฤ pomiฤdzy z rรณลผnymi oลrodkami i wydziaลami w obrฤbie choฤby tylko Indiana Uniwersity i to bardzo nam uลatwia nasze zadanie. Dostajemy teลผ spore granty. Jesteลmy maลym oลrodkiem, ja mam tylko dwรณch asystentรณw, a mimo to robimy bardzo wiele, wiฤcej niลผ powinniลmy mรณc, biorฤ c nasze rozmiary.
Rozmawiamy tu gลรณwnie o Paลskiej pracy translatorskiej i w Polish Studies Center, ale przecieลผ Pana gลรณwnym zajฤciem jest praca naukowa poลwiฤcona teoretycznym zagadnieniom uczenia angielskiego jako drugiego jฤzyka. Co to jest โmoral dimensions of language teachingโ, bo tak brzmi temat Paลskich rozwaลผaล naukowych?
No tak, to juลผ jest zupeลnie z innej beczki (ลmiech). Pracujฤ na dwรณch wydziaลach jednoczeลnie, na komparatystyce, gdzie zajmujฤ siฤ przekลadem literackim, ale teลผ jestem w Second Language Studies. Edukacja jest dla mnie bardzo waลผnym i zลoลผonym zjawiskiem. Uwaลผam, ลผe nie polega ona jedynie na przekazywaniu informacji, ma ona takลผe wymiar moralny. Chodzi tu o stosunek miฤdzy nauczycielem a studentem, przekazywanie systemu wartoลci, wiary w to, ลผe pewne rzeczy sฤ waลผne, ลผe pewne dziaลania czy pewne formy pracy sฤ waลผne i majฤ znaczenie moralne. Ja zajmujฤ siฤ tym w sferze nauczania jฤzykรณw, bo taki jest mรณj zawรณd.
Dziฤkujฤ za rozmowฤ.
In just a few days at the Center for Brooklyn History, we will meet with Bill Johnston, one of the leading translators of Polish literature into English. The conversation will focus on Wiesลaw Myลliwskiโs novel Ucho igielne (The Eye of the Needle), which only a few days ago was published by Archipelago Books. This reminded me that several years ago I conducted an interview with Bill, which was then published in Nowy Dziennik. I am sharing it here again, in Polish and English, and I encourage you to attend the meeting with Bill.
We are meeting on the occasion of the publication by Archipelago Books of a volume titled New Poems, which contains the last three full poetry collections by Tadeusz Rรณลผewicz, published between 2001 and 2004. You came to New York for a promotional event held at Columbia University a few days ago. Archipelago Books has already published Gombrowicz in your translation. Is this the only publishing house you work with?
Oh no, certainly not the only one, but Iโd say itโs the best among those I work with. They publish good books, and they publish them beautifully and very carefully. And whatโs equally importantโthey promote them skillfully. The event you mentioned was organized by the publisher. Simply publishing a book is only half the battle; the crucial thing is to spark the readerโs interest.
Archipelago has so far published three books in my translation: Witold Gombrowiczโs Bacacay, and Magdalena Tulliโs Dreams and Stones and Moving Parts. Rรณลผewicz is the fourth, and Iโm currently working on a fifth, which should also appear this year.
As for other publishers, I work with many. A few days ago, Harcourt published Andrzej Stasiukโs novel Nine in my translation. Green Integer published Baczyลski; Northwestern University Pressโstories by Prus and ลปeromskiโs The Faithful River. Later this year, Central European University Press will publish Springtime (Przedwioลnie). And of course, there are several other projects submitted to other publishers.
It is an extraordinary effort, an enormous amount of work, and an unusually broad range of interests. Two years ago, in an interview for PP, you said you hoped to translate Sลowackiโs Balladyna. Have you actually done it?
Yes, the work is finished, but Balladyna has not yet been published. Two years ago, at the English-language bookstore Massolit in Krakรณw, a public reading of the drama took place with Adam Zagajewski and Jerzy Illg among the participants. It was a great pleasure to hear the entire translation read aloud. I donโt have a publisher yet, but Iโm looking patiently, and I hope to find one soon.
You mentioned that a new book will soon appear at Archipelago. What is it?
Iโm working on several things at once, but for publication I am preparing Magdalena Tulliโs new novel Skaza. It came out in Poland last year, and its English translation will appear later this year.
You’ve talked before about Myลliwski and Odojewski. Do you also plan to translate these authors?
I value both writers very much and would gladly introduce them to English, but the difficulty is that both write long books. Unfortunately, this is a serious practical limitation that affects American publishing decisions. It is simply hard to publish a thick book. Still, I would very much like to translate Myลliwskiโs Stone Upon Stone (Kamieล na kamieniu), and I continue to think about it.
You translate both poetry and prose. It is often said that a good poetic translation can be produced only by a poet. Are you a poet?
I donโt know how to answer that (laughs). I write poems, but I rarely publish them, so Iโm not sure whether I am a poet or not. Letโs say that sometimes I am one (laughs).
From a philological and translation perspective, Rรณลผewiczโs poetry seems both easy and difficult at the same time. One must also like what one translates. What did you come to like in Rรณลผewiczโs poetry?
I am a philologist, a linguist, and when looking for poetry to translate, I choose primarily based on language. Rรณลผewiczโs language has always been something beautiful to me: its simplicity and clarity are a challenge for the translator.
If someone glances at these poems and reads, for example, a description of a knife lying on a table, they may think thereโs nothing simpler to translate. In reality, it is extremely difficult; one must convey the same purity and clarity found in the original. Even very simple sentences require a lot of work to express their true meaning.
Working on the newly published poems, I read his earlier works simultaneously, and I discovered more and more respect for truth, moral courage. At a recent poetry event attended by Edward Hirsch, we spoke about the fact that although Rรณลผewicz declares himself an atheist, he constantly writes about God, Christ, and faith. That gives his poetry a remarkable spiritual dimension.
To me he is a poet who embraces life in its entirety. I think that someone who writes about faith in this way expresses profound respect for the human being and for human actions. I donโt agree that Rรณลผewicz is a pessimistic poet. He fights against the evil he sees in the world, but he is also open, willing to understand and accept what he observes. Working on this book, I discovered more and more depth and wisdom in this seemingly simple poetry.
And how did your work on Rรณลผewiczโs poetry proceed in practice? Did you consult with him? How do you work with authors whose texts you translate?
It varies greatly. I know many translators who work very closely with their authors, sometimes even living with them and going over every word together. I have no such experiences.
The writers and poets I translate generally trust me. I asked Rรณลผewicz a few questions, but I did not really consult the translations with him. I think I know both the Polish language and culture well enough to recognize when I donโt understand somethingโand then I ask.
Translation is the recreation of a text in another language. Whether it succeeds is my responsibility. I see no need to consult with the author just for the sake of consulting. The exception is Magdalena Tulli, with whom I had lively correspondence; she explained things to me, sometimes helpfully, sometimes not.
Authors like Pilch or Stasiuk donโt particularly worry about what the translator does with their books. It may look different with younger poets. Recently I worked on a selection of poems by Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, and with him I must discuss certain things. His poetry contains many personal elements that I cannot translate without his help.
What do you think the reception of Rรณลผewiczโs volume in your translation will be here in America?
This is a very important question for me, because when you publish a book you want people to read and understand it. Rรณลผewicz is unjustly overlooked in America. His last book here came out many years ago. People read Miลosz, and a beautiful new volume of Herbert has just appeared. But I would very much like Rรณลผewicz to be read more widely, because he is a very different voice than Herbert or Szymborska.
There are many readers who think itโs unfortunate that he hasnโt been published here recently. Edward Hirsch, whom I already mentioned, is a good exampleโhe loves Rรณลผewicz and promotes him enthusiastically.
The success of New Poems will depend largely on reviews. Soon another selection of Rรณลผewiczโs poems will appear in Joanna Trzeciakโs translation, which should also help revive interest.
To me he is a writer who contributed enormously to world literature, not just Polish literature. It is worth promoting him and helping American readers to discover and appreciate him. Of course, Americans will read him in their own way, because his poemsโespecially the most recent onesโcontain many references to Polish reality that may not be fully accessible here. But thatโs fine. His poetry is so rich and multifaceted that readers here will find plenty for themselves.
Let us return to the remarkable variety of periods visible in your translation work. It must be difficult to move between centuries and different varieties of Polish. Do you first make a literal translation and then โpoeticizeโ it, or do you have a different method?
Perhaps the most extreme example of what you are asking about is The Dismissal of the Greek Envoys, which I just finished working on. It will come out this year in a small publishing house in Poland.
When I work on a text, I look right away for the proper English version. I donโt believeโespecially in such casesโin literal or philological translation. Literature exists in language; it is not just a series of words or sentences. Form is what literature is. So I immediately look for a version that will live in English as poetry. The success of a translation depends on whether the translated poem becomes a poem in English.
The first version is neither good nor badโit is usually nothing. One must work on it to create the real version, infused with poetry.
English is an enormously rich language. I love it deeply; its resources are much broader, deeper, richer than people assume. Contemporary American literature often operates in a narrow linguistic register. There are few writers like Thomas Pynchon who fully understand its scope. I always translate into contemporary English, trying to use all its possibilities, even the most hidden layers. I work here in America, but I come from England, so I have two separate pathways into the English language.
But you certainly encounter philological pitfallsโthe fact that Polish poetry is based on syllable count while English poetry is metrical, or that Polish had no masculine rhymes before the Enlightenment. How do you deal with these issues? Do you ignore them? Anglicize the form? Try to adapt the Polish structure to English poetics?
A bit of both. Balladyna, for example, is written mostly in eleven-syllable lines, sometimes shifting into thirteen. English does not have the means to replicate that. I tried to create something that would reflect this versification, but it was not successful, and that is certainly a flaw of my translationโthe verse is not as varied.
As for feminine and masculine rhymes, since they function completely differently in Polish and English, there is no point in forcing only feminine rhymes. Sometimes I use off-rhymes or half-rhymes. I am translating for the contemporary reader, who approaches form differently.
At the same time, I believe that a contemporary translation adds something new to the language. In The Dismissal of the Greek Envoys there is the famous Third Chorus, which was something entirely new for Kochanowskiโs contemporaries. I recreated it in English using the same structure as the poet, using Greek as the base. Whether it succeeds, the reader will judgeโbut I tried to contribute something new to English. Of course, I recognize the limits of what is possible.
Apart from your translation work, you are also the director of the Polish Studies Center at Indiana University. What is the role of this center?
It is a research center that has existed for 30 years, created jointly with the University of Warsaw on a basis of reciprocityโthere, an American Studies Center was established, and it functions very well to this day. Our main task is to promote scholarly interest in Polish culture, society, and history. We organize academic conferencesโone of the most recent focused on postwar Polish-German relations, with Ambassador Reiter, Adam Michnik, Przemysลaw Czapliลski, and Marek Zalewski, among others.
We also organize lectures, scholarly sessions, and cultural events. We engage socially as well, which is natural where there is a large Polish community, but our main work is scholarly and cultural. We do not conduct teaching.
I understand the intensity of the centerโs work depends on the budgetโฆ
Our budget is modest, but Indiana University offers many resources that help our work. We function through collaboration with various departments and centers within the university, and this greatly helps. We also receive substantial grants. We are a small centerโI have only two assistantsโand yet we do a great deal, more than our size would suggest.
We have been talking mostly about your translation work and your role at the Polish Studies Center, but your main scholarly work concerns the theoretical issues of teaching English as a second language. What are the โmoral dimensions of language teaching,โ the subject of your research?
Ah yes, that is another topic entirely (laughs). I work in two departmentsโComparative Literature, where I deal with literary translation, and Second Language Studies. Education is, to me, a very important and complex phenomenon. It is not only about conveying information; it also has a moral dimension. It concerns the relationship between teacher and student, the transmission of values, the belief that certain things matter, that certain forms of work have moral significance. I study this within the sphere of language teaching, because that is my field.
Wrรณciลam z prac komisji wyborczej, byลa trzecia nad ranem. Przewaga Trzaskowskiego nad Nawrockim wydawaลa siฤ oczywista i niepodwaลผalna. Szลam spaฤ ze spokojnym sercem. Niedzielฤ spฤdziliลmy leniwie, najpierw wylegujฤ c siฤ dลugo, a potem ลaลผฤ c po muzeach i dopiero wieczorem dotarliลmy do domu. Zdejmowaลam czarny t-shirt, kiedy moja lewa rฤka zaczฤลa siฤ dziwacznie zachowywaฤ. Nie znaลam takiego uczucia, nigdy wczeลniej nic podobnego siฤ nie zdarzyลo. Przez chwilฤ pomyลlaลam, ลผe to zmฤczenie, ktรณre do rana minie. Coล jednak mรณwiลo mi, ลผe trzeba podnieลฤ alarm. Michael od razu zorientowaล siฤ, ลผe coล jest na rzeczy.
– Sprawdzฤ, ktรณry szpital ma dyลผur neurologiczny – powiedziaล – i pojedziemy zobaczyฤ, co siฤ dzieje.
I od tego wลaลciwie momentu juลผ nic nie pamiฤtam. Ani tego, jak weszลam do szpitala (sama!), ani tego, o co mnie pytano. Obudziลam siฤ po dziesiฤciu dniach dramatycznych snรณw, filmรณw z pogranicza horroru i kryminaลu. Jeden z nich pokazywaล mnie na przejลciu granicznym jakiegoล paลstwa. Jakiego? Nie wiem. Nie chcฤ doszukiwaฤ siฤ niepotrzebnej i na wyrost symboliki i choฤ odsuwam tฤ myลl to ลผycie i ลmierฤ nasuwajฤ siฤ same.
– Nie wpuลcimy ciฤ – upieraล siฤ pogranicznik. – Nie ma takiego imienia “Izabela” przez “z”. Izabela pisze siฤ przez “s’.
– To nieprawda – podnosiลam gลos. – W Polsce Izabela piszemy przez “z”. Sprawdลบcie swoje rejestry, kalendarze, listy. Musi byฤ przecieลผ jakiล dowรณd! Z pewnoลciฤ mieliลcie tu juลผ takie osoby.
I ja teลผ szukam tego dowodu, prรณbujฤ dotrzeฤ do swoich dokumentรณw, ktรณre udowodniฤ , ลผe jestem kim jestem, ale wyglฤ da na to, ลผe moje rฤce sฤ przywiฤ zane. Bลagam o ลyk wody, w nosie tkwi nieznoลny kawalek plastyku. Jakimล sposobem uwalniam jednฤ rฤkฤ i wyszarpujฤ z nosa to ลwiลstwo. Jest to bolesne, ale udaje mi siฤ. Przez moment oddycham swobodnie, dopรณki ktoล (kto, na Boga?) spostrzega, co zrobiลam i juลผ za chwilฤ plastykowy wฤลผyk z odnรณลผami niepozwalajฤ cymi na wysuniฤcie siฤ, na powrรณt tkwi w moim nosie, a rฤka znรณw jest przywiฤ zana. Wtedy zapadam w sen drugi. To, co widzฤ , to opowieลci Babci. Sen przenosi mnie do maลego domku nad Ikwฤ , w ktรณrym panuje zamieszanie i haลas. Doroลli pakujฤ sprzฤty, do drewnianych skrzyล wkลadajฤ garnki, blachy do pieczenia, ลผeliwne formy – te do mazurkรณw, te do bab wielkanocnych. Dzieci sฤ przeraลผone i nie wiedzฤ , co siฤ dzieje. Nikt im nie wyjaลniล dziejowych zmian, wiedzฤ tylko, ลผe majฤ gdzieล, daleko, jechaฤ. Doroลli przeglฤ dajฤ kaลผdฤ rzecz, kaลผdy drobiazg, ksiฤ ลผki, zdjฤcia, drobiazgi domowe, haftowane serwety i ciฤลผkie przeลcieradลa. Sฤ nawet roลliny w doniczkach, ktรณre potem przetrwajฤ wiele lat w nowym ลwiecie, w nowym ลผyciu. Ukลadajฤ to wszystko w pudลach, coล siฤ rozsypuje, coล brzฤczy, coล tลucze. Potem widzฤ wysokiego blondyna, to brat mojej babci, Aleksander, Oleล. Pod osลonฤ nocy, tej ostatniej nocy, ktรณrฤ tam spฤdzajฤ , wymyka siฤ z domu i puka do drzwi sฤ siedniego. Otwiera mu piฤkna dziewczyna. Nad szerokim czoลem ma upiฤty warkocz, ktรณry rozsypuje siฤ, kiedy Aleksander przyciฤ ga jฤ do siebie i szepce do ucha: -Jedลบ ze mnฤ , jedลบ ze mnฤ , moja jedyna.
A ona odwraca siฤ, prowadzi go do ลrodka i tam dosiada go, podajฤ c mu nabrzmiaลy, ciemny jak winne grono sutek i mรณwi te straszne sลowa, ktรณre on bฤdzie sobie nosiล w sobie przez nastฤpne cztery dekady:
Kiedy to wszystko przesuwa siฤ przed moimi oczami jak film nieznanego reลผysera, gdzieล z tyลu gลowy koลacze siฤ przytomna myลl – dlaczego muszฤ na to patrzeฤ? Co i komu zrobiลam, ลผe teraz, bฤdฤ c nie wiadomo gdzie, leลผฤ c ze skoลtunionymi wลosami, pokลuta i posiniaczona, proszฤ ca o coล do picia i umierajฤ ca z pragnienia, widzฤ mojฤ rodzinฤ opuszczajฤ cฤ swรณj dom, zamykajฤ cฤ po raz ostatni drzwi. Babcia chowa klucz pod doniczkฤ stojฤ cฤ przed drzwiami. Kto i kiedy go wyjmie – nie wiadomo. Kto zamieszka w domku nad Ikwฤ , ktรณra toczy srebrne fale?
Na dworcu kolejowym czekajฤ wiele godzin, Heniuล, ktรณry ma dopiero 12 lat nudzi siฤ strasznie i chce do domu, ktรณrego juลผ nie ma. Wandzia, starsza o rok, powaลผniejsza, juลผ znalazลa koleลผanki i kawaลkiem cegลy wyrysowaลy kwadraty do gry w klasy. Jest ciekawa tego, co siฤ wydarzy, ale rysujฤ ca siฤ na horyzoncie ciฤลผka sylwetka gรณry Bony, z ruinami zamku opadajฤ cymi w stronฤ urwiska, budzi w niej dziwny smutek. W koลcu na stacjฤ wtacza siฤ pociฤ g z wagonami jak dla przewozu zboลผa lub zwierzฤ t i kaลผdej rodzinie zostaje przydzielone miejsce. W niektรณrych wagonach jest ich kilka – zdฤ ลผฤ siฤ w ciฤ gu najbliลผszych szeลciu tygodni zaprzyjaลบniฤ, zacieลniฤ juลผ istniejฤ ce znajomoลci – Seลkowscy, Olaszewscy, Gลowaccy… Bฤdฤ ich potem odwiedzaฤ z babciฤ , siedzieฤ pod fortepianami przywiezionymi “z domu”, na ktรณrych od lat nikt nie zagraล, wdychaฤ zapach zakurzonych kanap okrytych adamaszkowymi narzutami.
I teraz, kiedy ich nie ma od tylu, tylu lat, przychodzฤ do mnie, mam ich na wyciฤ gniฤcie rฤki. Tak maลo wiem, nie zdฤ ลผyลam siฤ wszystkiego dowiedzieฤ. Nie pytaลam, nie byลam doลฤ ciekawa. Nie wiedziaลam, jak i o co pytaฤ. Niosลa mnie mลodoลฤ, ktรณra ma waลผniejsze sprawy, ktรณra nie chce siฤ zatrzymywaฤ przy rodzinnej martyrologii, ktรณra czuje za trzech ludzi i ลผyje potrรณjnie. Dziadkowie umarli juลผ dawno, Mama odeszลa cztery lata temu, ale nigdy, przenigdy, nie chciaลa mรณwiฤ o tamtych czasach. A przecieลผ juลผ wszystko – jako trzynastolenia panienka – musiaลa zapamiฤtaฤ. Nigdy niczego siฤ od niej nie dowiedziaลam, wiฤc moลผe to, co przychodzi teraz do mnie teraz, w tym pooperacyjnym zawieszeniu, pozwoli mi siฤ jakoล do nich zbliลผyฤ? A moลผe oni mnie woลajฤ do siebie?
Zatem widzฤ ich wszystkich, widzฤ teลผ Olesia, do ktรณrego wiele dekad po rozstaniu przyjeลผdลผa Anna, piฤkna jak dawniej piฤknoลciฤ ukraiลskiej juลผ nie ะผะพะปะพะดััะธ, ale dojrzaลej kobiety, w ktรณrej wciฤ ลผ tli siฤ uczucie dla jasnowลosego Polaka. I wtedy on mรณwi:
-Nie chcฤ.
W moim ลnie nie-ลnie sลyszฤ dลบwiฤk policzka, ktรณry Anna mu wymierza, zanim wyjdzie z jego skromnego starokawalerskiego mieszkania. Ja o tym wszystkim dowiadujฤ siฤ z szeptanych rozmรณw mamy i babci. Obie sฤ oburzone i rozczarowane, a Oleล przestaje przychodziฤ do nas niedzielne obiady.
Potem scena siฤ zmienia i przenoszฤ siฤ w teraลบniejszoลฤ. Przypominam sobie, ลผe miaลam komuล w czymล pomรณc, w zrobieniu pilnego researchu. Opanowuje mnie obsesyjna myลl o tym, ลผe muszฤ mieฤ telefon – teraz, natychmiast. Prรณbujฤ to powiedzieฤ, ale lewy policzek zaczyna drgaฤ i tylko wydobywam z siebie nieartykuลowane dลบwiฤki. Pod wpลywem myลli o niespeลnionej obietnicy nagle otwieram oczy. Ktoล woลa:
– She is alive!
Widzฤ nad sobฤ zatroskane twarze mojego mฤลผa i jego siostry. Nie bardzo rozumiem, co siฤ dzieje, wiฤc patrzฤ ze zdumieniem na biaลe ลciany, ลผรณลtawe zasลony i moje rฤce i nogi, mocno przytwierdzone do ลรณลผka.
Mรณj mฤ ลผ pochyla siฤ nade mnฤ i cierpliwie i spokojnie tลumaczy mi, co siฤ staลo:
– Nie martw siฤ, czeka ciฤ dลugie dochodzenie do siebie, ale wszytko bฤdzie w porzฤ dku.
– Nie byลaล nieprzytomna – opowiada mi kilka dni potem. – Wiฤc co? Byลam zawieszona pomiฤdzy pomiฤdzy ลผyciem i ลmierciฤ ? Jak blisko byลam przekroczenia tej jedynej, ostatecznej granicy, ktรณrej nie pozwolili mi w moim ลnie przejลฤ celnicy, bo uznali, ลผe nie ma takiego imienia jak Izabela pisana przez “z”?
Michael jest przy mnie codziennie. Codziennie teลผ przyjeลผdลผa jego siostra, ktรณra pewnego dnia przywozi pลyn do splฤ tanych wลosรณw i specjalnฤ szczotkฤ i zaczyna ลผmudny proces rozczesywania wroniego gniazda, ktรณre mam na gลowie. Bฤdฤ jej za to wdziฤczna do koลca ลผycia.
Jestem juลผ na tyle silna, ลผe przenoszฤ mnie do innej sali i zmieniajฤ mi program dnia – pobudka o 6 rano, lekarstwa, pobieranie krwi, mierzenie ciลnienia, ลniadanie, ustalone poprzedniego dnia. Jestem gลodna jak wilk, wiฤc kiedy – jako jedna pierwszych – przychodzi w odwiedziny Pani Beatka, bezczelnie domagam siฤ tosta z serem. Potem pojawiajฤ siฤ inni goลcie – Aลลa, Karolina z Danem i Adasiem, meksykaลski przyjaciel Piotrek, cรณrka Michaela – Miriam, Chuck i Susan Fishmanowie, z Bostonu przyjeลผdลผajฤ Katka i Noelle, jest Jacek z Maลgosiฤ , Agata i Anita, Ania i Andrzej (przywoลผฤ sernik – Boลผe, jak to smakuje!) Hania i David – to takลผe dziฤki nim, a nie tylko dziฤki lekarzom, terapeutom i lekarstwom odzyskujฤ z dnia na dzieล siลy. Dostajฤ dziesiฤ tki wiadomoลci i ลผyczeล na parapecie pyszniฤ siฤ piฤkne kwiaty, ktoล przyniรณsล orchidee, ktoล inny nowฤ Masลowskฤ . Wyglฤ da na to, ลผe jestem najpopularniejszฤ pacjentkฤ na oddziale – do nikogo nie przychodzฤ takie tลumy. W telefonie pojawiajฤ siฤ ลผyczenia powrotu do zdrowia od osรณb mniej mi znanych, a takลผe tych, z ktรณrymi nie zawsze ลฤ czyลy mnie najlepsze stosunki. To jest klasa – myลlฤ z uznaniem.
ฤwiczenia terapeutyczne sฤ ลผmudne i nudne. Terapeutka od speech therapy zadaje mi pytanie:
– Poszลaล do 7/11 i kupiลaล colฤ za $1.70, paczkฤ czipsรณw za $3.90 i ลผelki za $2.20. Daลaล jej $10. Ile reszty dostaลaล?
– W ลผyciu nie kupiลabym coli ani czipsรณw – zgrywam siฤ. – ลปelki, no moลผe. A poza tym takie rzeczy to ja obliczam w gลowie na ลniadanie. Nie do koลca speลniam tฤ zapowiedลบ, ale terapeutka i tak jest zadowolona. Umawiamy siฤ, ลผe bฤdฤ wszystko zapisywaฤ w kalendarzu, co i tak juลผ od dawna robiฤ. Potem przychodzi czas na fizjoterapiฤ i wracam na gรณrฤ totalnie wykoลczona.
Wciฤ ลผ nie mam telefonu ani komputera, kiedy zmฤczy mnie czytanie Masลowskiej wpatrujฤ siฤ w ลผรณลtawe zasลony, sprytnie umieszczone na szynach tak, ลผe jeden pokรณj moลผna podzieliฤ na cztery mniejsze. Widzฤ, ลผe sฤ brudne, dawno nieprane. Chyba wracam do zdrowia, skoro moja gลowa notuje takie rzeczy. Na siebie wolฤ nie patrzeฤ, jedynym pocieszeniem jest sprawdzanie umieszczonej w nogach ลรณลผka wagi, z ktรณrej wynika, ลผe dziennie tracฤ ฤwierฤ funta. Nie jest to najlepsza droga do doprowadzenia siฤ do porzฤ dku w departamencie ciฤลผaru ciaลa, ale dobre i to. Zresztฤ nie mam apetytu, z obrzydzeniem wybieram potrawy w menu i odsyลam ledwo napoczฤte.
Kiedy wreszcie dostajฤ komputer, okazuje siฤ, ลผe wcale nie jest mi potrzebny. Obiecywaลam sobie, ลผe natychmiast zacznฤ pisaฤ, tymczasem to jest trudne. Tak trudne, ลผe odkลadam laptop na stolik. Niech sobie tam leลผy bez otwierania, bo przypomina mi o mojej nieudolnoลci, o niemoลผnoลci zmuszenia mojego ciaลa, moich palcรณw, do posลuszeลstwa. Ale wciฤ ลผ prรณbujฤ walczyฤ innymi sposobami. To tak jakbym walczyลa o wลasnฤ niezaleลผnoลฤ, wrฤcz o wolnoลฤ, ktรณrej ktoล chce mnie pozbawiฤ. Postanawiam zatem wstaฤ sama i przejลฤ kilka krokรณw do umywalki, ลผeby umyฤ zฤby. Ale ลรณลผko jest tak zaprogramowane, ลผe wystarczy, ลผe spuszczฤ jednฤ nogฤ na podลogฤ, a juลผ rozlega siฤ ogลuszajฤ cy alarm i za chwilฤ pojawia siฤ siostra Ratched, a wraz z niฤ jej pomocnica. Te dziewczyny sฤ bardzo pomocne, bardzo miลe, kaลผda z nich ma Apple Watch, zwiฤ zane do tyลu wลosy i serdeczny uลmiech na twarzy. I chyba u wiฤkszoลci z nich ta serdecznoลฤ jest szczera. Co waลผne, ลผadna z nich nie przekracza moich granic, ลผadna z nich nie nazywa mnie po imieniu, zamiast tego sลyszฤ “Mrs. Barry” i to teลผ pomaga mi w zwalczaniu uczucia bezsilnoลci i poczucia zaleลผnoลci od innych.
Burke Rehab Center zbudowany jest w ksztaลcie czworoboku. Zamkniฤty dziedziniec otoczony jest kruลผgankiem, a ลrodek zajmuje olbrzymi trawnik, po ktรณrym skaczฤ zajฤ ce, a w przekwitลych juลผ rododendronach kryjฤ siฤ ลwistaki. Kaลผdy dzieล dla mnie tutaj to rzeczywiลcie “dzieล ลwistaka”, ale to przecieลผ dla mojego dobra – tak sobie to tลumaczฤ na wszystkie strony, jednoczeลnie czujฤ c wdziฤcznoลฤ dla wszystkich, ktรณrzy mnie ratowali i dla medycyny, ktรณra jest dla mnie niezwykลym, niepojฤtym cudem, ktรณrego nie rozumiem, ale uwaลผam, ลผe w moim ลผyciu siฤ wydarzyล.
Zamkniฤta w Burke sลyszฤ jak tam, na zewnฤ trz, toczy siฤ ลผycie. Michael przynosi na sobie zapach miasta i jego wibrujฤ ce dลบwiฤki. Powinniลmy byฤ gdzie indziej, robiฤ co innego, pลywaฤ w przezroczystych wodach Zatoki Messeลskiej, moลผe podpatrywaฤ burzyki na zachodnim wybrzeลผu Irlandii, a moลผe po prostu doprowadzaฤ do porzฤ dku mรณj polski dom.
Mieszajฤ siฤ we mnie wszystkie uczucia, ลผal za straconym latem i czasem, ktรณry jeszcze upลynie poza centrum zanim dojdฤ do siebie, za plaลผฤ , sลoลcem, winem. Postanawiam to wszystko jednak znosiฤ z godnoลciฤ , a straty uznaฤ za urojone niewaลผne katastrofy, ktรณre nijak siฤ majฤ do tego, co zyskaลam, co mi zostaลo darowane.
Po miesiฤ cu przebywania w oลrodku rehabilitacyjnym wreszcie pozwalajฤ mi pรณjลฤ do domu, a moja radoลฤ nie ma granic. Dziฤkujฤ wszystkim po kolei, doktorowi Mammadovovi, z ktรณrym przez miesiฤ c ฤwiczyลam mรณj rosyjski wyjaลniam, co po polsku oznacza jego imiฤ – Orkhan.
KIedy jedziemy do domu, ลwiat wyglฤ da zupeลnie inaczej niลผ wtedy, gdy Michael wiรณzล mnie nocฤ i w poลpiechu do szpitala. Majowa delikatna, ลwieลผa seledynowa zieleล, ktรณrฤ zapamiฤtaลam z ostatniego dnia przytomnoลci zmieniลa siฤ w malachitowฤ burzฤ, ktรณra spลywa z drzew jak jฤzory lawy. Jest gorฤ co i moim jedynym marzeniem jest natychmiast udaฤ siฤ na plaลผฤ. Michael szybko rozwiewa moje mrzonki. ลปadnej plaลผy w tym roku, ลผadnego chodzenia po nierรณwnym terenie. W domu zastajฤ chodzik, laskฤ i specjalne krzeseลko do wanny. Brzeg dywanu takลผe przyklejony jest do podลogi szerokฤ niebiedskฤ taลmฤ . Stanowczo odmawiam uลผywania chodzika i krzeseลka. Nakลadka na toaletฤ pozostaje nierozpakowana. Michael po paru dniach odeลle jฤ do producenta.
Dni pลynฤ powoli, nie wolno mi siฤ zbliลผyฤ do kuchenki, wziฤ ฤ do rฤki noลผa. Mรณj cudowny mฤ ลผ ma wszystko pod kontrolฤ – posiลki, lekarstwa o wyznaczonych porach, wizyty lekarskie, dowoลผenie na terapiฤ. Ale widzฤ jego zmฤczenie. Praca i zajmowanie siฤ chorฤ osobฤ , ktรณra chwilami jest nieznoลna to niezbyt wygodna sytuacja. Caลe szczฤลcie przesypiam wiฤkszoลฤ dnia, przesypiam caลy lipiec i pรณล sierpnia. We wrzeลniu bฤdzie nieco lepiej.
Ktรณregoล dnia, wkrรณtce po moim powrocie, jedziemy do miasta. Jest upaล, pรณลnagie dziewczyny biegnฤ w tลumie, jest jasno i kolorowo. Przypominam sobie przebรณj Anny Jantar z 1974 roku “Tyle sลoลca w caลym mieลcie” – piosenki, ktรณrej sลowa nie miaลy najmniejszego sensu, a ktรณrฤ ลpiewaลa caลa Polska. Nucฤ jฤ pod nosem caลฤ drogฤ z Grand Central, gdy powoli i ostroลผnie – ja posiลkujฤ c siฤ laskฤ – zmierzamy w okolice Carnegie Hall. Moja domowa doktor ลapie siฤ za gลowฤ przeglฤ dajฤ c papiery ze szpitala – widziaลa mnie miesiฤ c przed tym niefortunnym zdarzeniem i nic nie wskazywaลo na jakiekolwiek zagroลผenie. Znรณw dziฤkujฤ Bogu za Michaela – wie o co i jak zapytaฤ, jasno i logicznie i razem z Sharฤ ukลadajฤ plan wizyt u innych doktorรณw. Shara wypisuje teลผ recepty, tych tabletek jest mnรณstwo, o wiele za wiele. W domu pojawia siฤ plastykowe pudeลko z przegrรณdkami na leki na kaลผdy dzieล tygodnia. Obiecujฤ sobie, ลผe kiedy tylko przestanฤ braฤ te ลwiลstwa, ktรณre robiฤ ze mnie zombie i od ktรณrych zaczynajฤ mi wypadaฤ wลosy, wyrzucฤ je do ลmieci. Wyrzucฤ na pewno, ลผeby juลผ nic nie przypominaลo mi o tej chwilowej – chcฤ wierzyฤ – niedyspozycji. Cรณลผ, kaลผdemu siฤ przydarza, przydarzyลo siฤ i mnie.
Kiedy kilka tygodni po wyjลciu ze szpitala stanowczo ลผฤ dam plaลผy, Michael juลผ nie protestuje. Wiezie mnie, dลบwiga wszelkie bambetle – niebieski namiot, starฤ koลdrฤ, ktรณrej od lat uลผywamy do plaลผowych wypraw i jeszcze ลผรณลtฤ torbฤ z jedzeniem. Ale przedtem zamawiam w Bloomingdale’s czerwony kostium kฤ pielowy, ktรณry idealnie opina mojฤ o wiele szczuplejszฤ niลผ kilka miesiฤcy temu sylwetkฤ. Kiedy lฤ dujemy na brzegu, juลผ nie idฤ, a biegnฤ do wody. Jest cudownym balsamem, wodฤ ลผywฤ , ambrozjฤ , cudownym eliksirem, boskim nektarem. Nie mogฤ siฤ nacieszyฤ szumem fal, gorฤ cym piaskiem. To nie jest nudny krajobraz – co jakiล czas z Port Jefferson wypลywa biaลy prom w kierunku Connecticut, by w poลowie drogi minฤ ฤ siฤ z takim samym olbrzymim statkiem pลynฤ cym w przeciwnym kierunku. Maลe stateczki i ลรณdki niemal tลoczฤ siฤ na wodach Long Island Sound. Jeszcze kilka tygodni i zostanฤ tylko wytrwali Azjaci, ktรณrzy bฤdฤ przyjeลผdลผaฤ tu na poลรณw ryb i krabรณw. Siedzimy do zachodu sลoลca, a kiedy potem wracamy do samochodu, co kilka krokรณw oglฤ damy siฤ za siebie i im bardziej oddalamy siฤ od plaลผy, tym bardziej chcemy na niej pozostaฤ. Nad rozlewiskiem, ktรณre dzieli nas od parkingu przelatujฤ maลe nietoperze, a sลoลce nie zwaลผa na to, ลผe nie ma wลaลciwie sลรณw na opisanie kolorรณw – karmin, karmazyn, szkarลat, bordo – to wszystko i tak nie jest wลaลciwe i prawdziwe. Powoli niebo zalewa ciemniejฤ ce zลoto. Nadchodzi zmierzch. Przypomina mi siฤ przepiฤkna pieลล renesansowa Wacลawa z Szamotuล, ktรณrฤ kiedyล ลpiewaลam w maลym zespole Con Amore. https://youtu.be/qY5lnV51PmY
Juลผ siฤ zmierzcha, nadchodzi noc
proลmy Boga o pomoc
aby On naszym strรณลผem byล
od zลych czartรณw nas obroniล,
ktรณrzy najlepiej w ciemnoลci
uลผywajฤ swej chytroลci
Uciekamy do samochodu, zostawiajฤ c za sobฤ ciemniejฤ ce niebo, na ktรณrym pojawiajฤ siฤ pierwsze gwiazdy. Nie damy zaskoczyฤ siฤ czartom.
Tekstรณw zaczynajฤ cych siฤ od sลรณw โKiedy myลlฤ o Polsceโ albo โKiedy myลlฤ โ Polskaโ sฤ w sieci dziesiฤ tki. Bywajฤ wiersze rozpoczynajฤ ce siฤ od tej frazy, sฤ wypracowania uczniรณw, sฤ powaลผne eseje, ba! w 2019 roku pod hasลem โMyลlฤ c Polskaโ odbyลa siฤ konwencja programowa partii politycznej Prawo i Sprawiedliwoลฤ. Wiele w tych tekstach szumu – czasem skrzydeล orlich, a czasem husarskich, a takลผe wiele w nich szumu medialnego, monotonnych litanii narzekaล, pretensji i wzajemnych oskarลผeล. Nie brakuje poลamanych krzyลผy, ลผoลnierskich heลmรณw bลyszczฤ cych w sลoลcu, zwyciฤstw militarnych okupionych krwiฤ i – rzecz jasna – nie brakuje Pana Boga, ktรณry zawsze stoi po naszej stronie. Sฤ teลผ bociany, zลociste kลosy, mazurskie chaty i pochylone wierzby, czasem zdarza siฤ i rozpลakane dziewczฤ, wszystko podlane sosem z mazurkรณw Chopina. Jednym sลowem โ ojczyzna z landszaftu, patriotyczne monidลo, nieznoลny ersartz szkolnych czytanek i tromtadracja do szeลcianu. Ale tak wลaลnie postanowiลam zatytuลowaฤ moje refleksje – trochฤ na przekรณr, a moลผe takลผe trochฤ jako ostrzeลผenie dla samej siebie, ลผeby nie popaลฤ w sentymentalizm i ลzawoลฤ.
Nie, nie wyลmiewam siฤ, broล Boลผe. Kaลผdy mรณwi o Polsce tak jak potrafi i na ile wystarcza mu wyobraลบni. No wลaลnie โ wyobraลบni. Bojฤ siฤ, ลผe nasze myลlenie o Polsce jest czฤsto ograniczone smutnymi nakazami ลบle pojฤtego patriotyzmu, ktรณre nie pozwalajฤ przekroczyฤ pokrytych pozลotkiem ram obrazkรณw tyleลผ piฤknych, co niekoniecznie prawdziwych.
Polska, czyli kraj Polan to kraj rozlegลych pรณl, jezior i lasรณw, makรณw i bลawatkรณw i majaczฤ cej na horyzoncie sylwetki Giewontu, gdzie w skalnych jaskiniach ลpiฤ zbrojni rycerze; kraj, ktรณrego granice przesuwano w tฤ i z powrotem bez naszej โ Polakรณw โ zgody; kraj rรณลผnorakich dialektรณw i gwar, ktรณre socjalistyczna urawniลowka postanowiลa zniszczyฤ i prawie jej siฤ to udaลo. To kraj, w ktรณrym na wschodzie wszyscy siฤ znajฤ z dziada pradziada i kraj ziem zachodnich, gdzie jeszcze niedawno nikt nie naprawiaล pลotu, bo po co, skoro zaraz przyjdฤ Niemcy. To kraj lฤkรณw i niepokojรณw, tak trwale zapisanych w naszym kodzie genetycznym, ลผe odลผywajฤ w kaลผdym pokoleniu bez specjalnego wysiลku ze strony tych, ktรณrym zaleลผy na tym, by te niepokoje nigdy nie gasลy. Polska… kraj, na ktรณrego cmentarzach leลผฤ nie tylko Polacy, ale i ลผoลnierze obcych armii, bo tฤdy przetaczaลy siฤ szlaki wojennych wypraw wschodnich i zachodnich mocarstw, ktรณre chฤtnie ten kraj traktowaลy jako szlak swoich podbojรณw. Tฤdy maszerowaลy setki tysiฤcy bezimiennych mฤลผczyzn i kobiet w wojskowych szynelach, ktรณrych guziki rdzewiejฤ zagrzebane w ziemi. Owe groby w kraju, w ktรณrym ลmierฤ jest fetyszem, a szacunek do niej ลwiadczy o prawoลci czลowieka niejednokrotnie stajฤ siฤ powodem karczemnych awantur o to, kto ma prawo tu spoczywaฤ i kto ma prawo do pamiฤci. Wreszcie – Polska โ kraj, ktรณry wciฤ ลผ istnieje, a mรณgล juลผ zniknฤ ฤ zupeลnie kilka razy.
Polska to takลผe – od zawsze – kraj ludzi ciฤลผko pracujฤ cych, prรณbujฤ cych zwiฤ zaฤ koniec z koลcem, kraj byle jakiej niedoinwestowanej sลuลผby zdrowia, edukacji kiedyล podlegลej rosyjskiej propagandzie, potem wydanej na ลผer koลcielnym hipokrytkom; kraj wewnฤtrznych konfliktรณw, ktรณre zwykle nabierajฤ rumieลcรณw w obliczu historycznych zmian i koniecznoลci podejmowania waลผnych decyzji. Polska to kraj zmฤczonych ludzi, ktรณrzy lubiฤ wzajemnie siฤ oskarลผaฤ o najgorsze zbrodnie, a w swojej frustracji nie raz popadajฤ w absurdy rodem z filmowych komedii. Kraj, w ktรณrym wszystko, absolutnie wszystko โ od miejsca urodzenia po koลcรณwkฤ nazwiska ma polityczne znaczenie. Dziwny kraj. Mรณj kraj.
Powoli schodzi mi z twarzy i z ramion meksykaลska opalenizna, pewnie wyblaknie zupeลnie, zanim zrobi siฤ na tyle ciepลo, ลผeby mรณc pojechaฤ na plaลผฤ i znรณw pลawiฤ siฤ w sลoลcu, zakลadajฤ c oczywiลcie, ลผe ลwiat jest normalny, czyli wiosna bฤdzie tylko wiosenna, a biaลe pantofle z odkrytymi noskami โ zgodnie z amerykaลskฤ tradycjฤ – wลoลผymy dopiero po Memorial Day. Jak wiadomo jednak, nic juลผ nie jest normalne i nie jest wykluczone, ลผe juลผ za tydzieล czy dwa nastฤ piฤ prawdziwe nowojorskie lipcowe upaลy. Pรณki co, pogoda jednak nas nie rozpieszcza, co odczuลam doลฤ boleลnie, wybierajฤ c siฤ do pracy w pierwszy dzieล po naszym powrocie z wakacji, rozebrana jak do rosoลu. Biegลam na stacjฤ, a potem z subwaya drobnymi kroczkami, usiลujฤ c dopiฤ ฤ dลผinsowy pลaszczyk, ktรณry za cholerฤ nie chciaล mnie ochroniฤ przed zimnem. Za czapkฤ posลuลผyลy mi sลuchawki i zamiast sลuchaฤ Michaลa ลปurawskiego, czytajฤ cego ostatni juลผ rozdziaล nowej powieลci Twardocha, sลyszaลam tylko dujฤ cy w nich wiatr. Greystone w dalszym ciฤ gu byลo szare, niemal tak szare i brunatne jak dwa tygodnie temu, kiedy jechaliลmy na lotnisko. No, moลผe gdzieล tam zamajaczyลa w oddali delikatna zielonkawa koronka malutkich listkรณw na jakimล krzewie i rรณลผowa obietnica kwiatรณw, ale wiosny wciฤ ลผ ani widu ani sลychu. Trzฤsฤ c siฤ z zimna wysiadลam przy muzeum iย dopiero na Grand Army Plaza nieco zwolniลam, bo wลaลnie zaczฤลo siฤ tam ลผonkilowe szaleลstwo. Co roku na wzgรณrkach otaczajฤ cych rondo setki biaลych i soczyลcie ลผรณลtych kwiatรณw przedzierajฤ siฤ przez zeszลoroczne pokลady traw i liลci i bezczelnie panoszฤ siฤ, nic sobie nie robiฤ c z przenikliwego zimna.ย
Dziล skoลczyลam czytaฤ jednฤ z najlepszych ksiฤ ลผek, ktรณre przeczytaลam w 2024. Mowa tu o najnowszej ksiฤ ลผce Moniki ลliwiลskiej, zatytuลowanej โKsiฤ ลผฤ. Biografia Tadeusza Boya -ลปelenskiegoโ. Ponad szeลฤset stron tej znakomicie napisanej opowieลci okazaลo siฤ wspaniaลym przeลผyciem i poznawczym, i emocjonalnym. Juลผ samo otwarcie โ mocne, wstrzฤ sajฤ ce โ uลwiadamia tym, ktรณrzy tego nie wiedzieli czy nie pamiฤtali, ลผe ลผycie bohatera tej ksiฤ ลผki nie skoลczy siฤ ลagodnฤ staroลciฤ i powolnym znikaniem, ลผe ลmierฤ โ zawsze tragiczna i zawsze abstrakcyjna dla najbliลผszych – tu miaลa wymiar trudny do okreลlenia – wymiar nie straty jednostkowej lecz byลa kolejnym kresem ลwiata polskiej kultury i nauki i zapowiedziฤ nadchodzฤ cego jej zniszczenia.
Z Boyem byลam zaznajomiona od dzieciลstwa โ szukajฤ c czegoล โdo czytaniaโ znalazลam w bogatej domowej bibliotece โSลรณwkaโ i โDziewice konsystorskieโ. Niczego niemal nie rozumiejฤ c przeczytaลam obie ksiฤ ลผki od deski do deski. Bawiลy mnie โwierszykiโ, โDziewiceโ miaลy smak zakazanego owocu. Jakiล czas potem zmarลa wieloletnia, jeszcze woลyลska przyjaciรณลka Babci i pozostaลa po niej biblioteka przeszลa w nasze posiadanie. Nagle w domu pojawiลo siฤ (miฤdzy innymi) dwadzieลcia jeden tomรณw โPism zebranychโ Boya… Z ciekawosci zaczฤลam je poczytywaฤ, a czytaลo siฤ je ลwietnie, kiedy wiฤc w liceum przyszลa pora na omawianie Mลodej Polski i dwudziestolecia miฤdzywojennego byลam au courant bardziej niลผ moลผna oczekiwaฤ od szesnastoletniej uczennicy liceum. Nie pamiฤtam, czy w programie jฤzyka polskiego mรณwiliลmy o Boyu ลปeleลskim jakoล konkretniej, natomiast z caลฤ pewnoลciฤ na lekcjach fizyki czytaliลmy gลoลno โSลรณwkaโ. Dlaczego? Cรณลผ, niech to pozostanie tajemnicฤ , znanฤ tylko moim kolegom i koleลผankom z lubaลskiego โAdasiaโ.
Wydawaฤ by siฤ mogลo, ลผe Boy, stale pojawiajฤ cy siฤ w moim i mojego otoczenia ลผyciu,ย ย bo ciฤ gle przydarzaลa siฤ i przydarza okazja, ลผeby go cytowaฤ, powoลywaฤ siฤ na niego, przypominaฤ bon moty, ktรณre staลy siฤ spoลecznymi diagnozami, jest juลผ tak dobrze znany, ลผe nie ma potrzeby czytaฤ o nim.ย ย Przecieลผ wciฤ ลผ powtarzamy sobie –ย ย albo dla zabawy, albo dla refleksji, ลผe โOto jak nas, biednych ludzi / Rzeczywistoลฤ ze snu budziโ. Albo ลผe โZ tym najwiฤkszy jest ambaras / ลปeby dwoje chciaลo na razโ. Albo to: โDomorosลy katolicyzm polski ma tฤ wลaลciwoลฤ, ลผe jest – dosลownie, nie w przenoลni – bardziej katolicki od papieลผaโ. I na koniec ลผartujemy: โJรณzio siฤ zฤ b za zฤ b kลรณci / ลปe ลwiat caลy powstaล z chuciโ. Takich cytatรณw, doskonale opisujฤ cych rzeczywistoลฤ sprzed stu lat, pasujฤ cych do dzisiejszego ลwiata, moลผna przywoลaฤ dziesiฤ tki, jeลli nie setki. Bo tak naprawdฤ nic siฤ nie zmieniลo i dzisiejsze spory i dzisiejsze piekลa sฤ takie same jak za czasรณw Boya, a to, co napisaล w “Naszych okupantach”: I tak sobie wszystko zaลatwili; kilku panรณw w sile wieku rozstrzygnฤลo o losach milionรณw kobiet i poszli, zadowoleni z siebie, na kolacjฤ – to fotografia wspรณลczesnoลci.
Trzy epoki i trzy gลรณwne miejsca, w ktรณrych toczy siฤ ลผycie Tadeusza ลปeleลskiego to Polska wymazana z mapy i Krakรณw, Polska odrodzona, wciฤ ลผ Krakรณw, a potem Warszawa i Polska znรณw zniewolona przez podwรณjnego okupanta i tym razem to Lwรณw. I jeszcze w tle Paryลผ, gdzie mลody doktor medycyny szukaล uspokojenia i swoje egzystencjalne bรณle leczyล literaturฤ โ ksiฤ ลผkami kupowanymi u bukinistรณw. I moลผe trochฤ Zakopane โ mekka artystycznej bohemy miฤdzywojnia.
Dziฤki ksiฤ ลผce ลliwiลskiej podrรณลผujemy z Boyem-ลปeleลskim przez epoki i miejsca, jesteลmy ลwiadkami wydarzeล historycznych, ktรณre nigdy przedtem w historii nie miaลy takiej gฤstoลci i nie uderzaลy z takim impetem w zwykลych ludzi. Widzimy mลodego czลowieka, piszฤ cego zabawne utwory i ลwietnie bawiฤ cego siฤ w kabarecie, studiujฤ cego nauki medyczne z nie do koลca wielkim przekonaniem, spoลecznika walczฤ cego o โkroplฤ mlekaโ dla ubogich kobiet i ich dzieci, ale takลผe lekarza prรณbujฤ cego szerzyฤ wiedzฤ o ลwiadomym macierzyลstwie, wreszcie literata. Literata o niejednej twarzy โ poety, recenzenta teatralnego, publicysty, tลumacza.
Tej czฤลci ksiฤ ลผki, ktรณra opowiada o pracy translatorskiej, byลam ogromnie ciekawa โ Boy nie studiowaล filologii francuskiej, nie uczyล siฤ przekลadu, chyba niewiele wiedziaล o teorii tลumaczenia, ktรณra przecieลผ dopiero w latach 50. ubiegลego wieku rozwinฤลa siฤ jako osobna dyscyplina. A przecieลผ, jak pisaล w 1958 roku Jan Bลoลski: โByล Boy, mรณwiฤ c ลผartem, jakimล Szekspirem przekladu i nie wyobraลผam sobie, aby moลผna go bylo zdetronizowaฤ z miejsca, jakie dziฤki swym tlumaczeniom zajฤ ล w naszej literaturze.โ Wypracowaล sobie wลasnฤ metodฤ, ktรณrฤ oczywiลcie krytykowano, zarzucajฤ c mu, na przykลad, opuszczanie sporych partii tลumaczonego tekstu, jak to miaลo miejsce w przypadku โNiebezpiecznych zwiฤ zkรณwโ de Laclosa. Jeลli spojrzy siฤ na dorobek translatorski Boya ลปeleลskiego, ma siฤ nieodparte wraลผenie, ลผe tลumaczyล przede wszystkim to, co mu siฤ podobaลo, co kochaล: Moliera, Balzaka, Monteskiusza, Stendhala, Villona, Gideโa, Kartezjusza, Franceโa, Flauberta, wreszcie โ Prousta, piฤฤ z siedmiu tomรณw, ale nawet i to byลo pracฤ tytanicznฤ . Jest tu proza, poezja, sฤ dramaty i pisma filozoficzne. My wszyscy, ktรณrzy nie znamy francuskiego, ale ktรณrzy poznawaliลmy francuskฤ literaturฤ w jego przekลadach, jesteลmy na zawsze jego dลuลผnikami. ลปeleลski stworzyล nowatorski projekt wydawniczy – โBibliotekฤ Boyaโ. Tam ukazywaลy siฤ kolejne tลumaczone przez niego ksiฤ ลผki Wymagaลo to nie tylko talentu tลumacza, ale i zdolnoลci marketingowych. I na tym polu okazaล siฤ ลปeleลski niezwykle pomysลowym i przedsiฤborczym czลowiekiem โ zabiegaล o czytelnikรณw, subskrybentรณw, nawiฤ zywaล wspรณลpracฤ z domami wydawniczymi, wymyลlaล nowe sposoby reklamy. Przetลumaczone przez siebie dzieลo Kartezjusza opatrzyล opaskฤ z napisem “Tylko dla dorosลych”. Ksiฤ ลผka rozeszลa siฤ jak ciepลe buลeczki. Ale przede wszystkim pracowaล nad kolejnymi przekลadami. Byล tytanem pracy, niewypuszczajฤ cym z rฤki piรณra, niemarnujฤ cym ani chwili. Wziฤ wszy pod uwagฤ, ลผe ลผycie towarzyskie wyglฤ daลo zupeลnie inaczej niลผ dziล, zadajemy sobie pytanie – jak on to robiล? Jak znajdowaล czas na pisanie, tลumaczenie, zaลatwianie spraw, wreszcie – na romanse, podczas ktรณrych w tamtych czasach pisaลo siฤ do ukochanej kobiety dลugie listy. Jakฤ trzeba byลo mieฤ siลฤ woli i pracowitoลฤ poลฤ czonฤ z miลoลcia sลowa?
W pisarskich projektach pomagaลa mu ลผona, Zofia z Pareลskich, ktรณrฤ poลlubiล, kiedy byลa osiemnastoletniฤ dziewczynฤ . ลปeleลscy wypracowali sobie swoisty i bardzo nowoczesny jak na owe lata model maลลผeลstwa: Zofia przyjฤลa do wiadomoลci, ลผe jej wraลผliwy i uczuciowy mฤ ลผ nie tylko niewinnie flirtuje, ale takลผe ma caลkiem powaลผne romanse i ลผe co chwilฤ zakochuje siฤ w innej kobiecie. Tym samym daลa i sobie prawo do pozamaลลผeลskich zwiฤ zkรณw. Nigdy siฤ jednak nie rozeszli, stanowili znakomity tandem – to dziฤki posagowi Zofii โBiblioteka Boyaโ rozpoczฤลa swojฤ egzystencjฤ. Byลa korektorkฤ , redaktorkฤ , a czฤsto i wspรณลautorkฤ przekลadรณw. Nigdy jednak nie zgodziลa siฤ, by jej nazwisko pojawiลo siฤ w druku. Irena Krzywicka, ostatnia partnerka Boya, pisaลa w jakimล momencie, ลผe ลปelenskich ลฤ czyลa nie tylko zwykลa maลลผeลska lojalnoลฤ. Byลa miฤdzy nimi mocna wiฤลบ przyjaลบni oparta na wspรณlnej pracy, trosce o jedynego syna, wreszcie na podobnych poglฤ dach. Tam, gdzie Boy walczyล o prawa kobiet, o ograniczenie roli Koลcioลa w ลผyciu spoลecznym czy generalnie o przywrรณcenie zdrowego rozsฤ dku w myลleniu, tam zawsze staลa przy nim Zofia. Naraลผaล siฤ bezustannie konserwatystom, nacjonalistom, duchowieลstwu, arystokracji, starym ciotkom dewotkom. Obelgi, listy z pogrรณลผkami, donosy byลy jego codziennoลciฤ . Pisaล o projekcie ustawy maลลผeลskiej, uwzglฤdniajฤ cej ลlub cywilny, o prawie kobiety do aborcji, o rozwodach, o nierรณwnoลciach spoลecznych widocznych nawet w idei ลwiadomego macierzyลstwa, wreszcie o narodowych ลwiฤtoลciach, ktรณre w jego felietonach spadaลy z piedestaลรณw. Wszystko to pisaล pisaล z werwฤ , polemicznie, bez oszczฤdzania ideologicznch przeciwnikรณw. Atmosfera nieustannego zagroลผenia staลa siฤ jego codziennoลciฤ . Monika ลliwiลska przytacza anegdotฤ o Zofii ลpiฤ cej w przedpokoju i zaopatrzonej w broล, na wypadek gdyby ktoล chciaล speลniฤ pogrรณลผki i Boya zaatakowaฤ.
Kiedy Niemcy zaatakowaลy Polskฤ, Boyowie nie zastanawiali siฤ dลugo i postanowili opuลciฤ Warszawฤ. Rozdzieleni na czas podrรณลผy, umรณwili siฤ na spotkanie w Dubnie, by potem wspรณlnie dotrzeฤ do Lwowa, gdzie mieszkaลa siostra Zofii, Maryna Grekowa. Juลผ nigdy siฤ nie spotkali. ลปelenski ostatecznie zamieszkaล w domu szwagierki, Zofia wrรณciลa do Warszawy. Boy prรณbowaล jakoล ลผyฤ w ukraiลskim Lwowie, prรณbowaล pisaฤ i tลumaczyฤ, zachowujฤ c dystans wobec sowieckiej wลadzy. O tym okresie w podลy sposรณb pisaล potem Jacek Trzandel, oskarลผajฤ c pisarza o wspรณลpracฤ z Sowietami. Po wybuchu wojny we Lwowie znalazลa siฤ spora grupa polskich pisarzy. Czฤลฤ z nich publikowaลa w Czerwonym Sztandarze, dzienniku wychodzฤ cym po polsku, a bฤdฤ cym organem Lwowskiego Komitetu Obwodowego i Miejskiego Komunistycznej Partii Ukrainy. Jak pisze Barbara Winklowa Boy miaล powiedzieฤ komuล: โNie zgodzฤ siฤ na ลผaden rodzaj wspรณลpracy politycznej ani pisarskiej. Mogฤ objฤ ฤ najwyลผej katedrฤ romanistyki”. I rzeczywiลcie, po kilkumiesiฤcznym okresie, kiedy znalazล pracฤ w klinice i powrรณciล do dawno porzuconego zawodu lekarza, w koลcu zatrudniono go na uniwersytecie, ktรณry juลผ nie byล Uniwersytetem Jana Kazimierza, a staล siฤ Uniwersytetem Iwana Franki. Kiedy w czerwcu 1941 roku Rosjanie w poลpiechu opuszczali Lwรณw, spodziewajฤ c w kaลผdej chwili wejลcia Niemcรณw, ลปeleลski odmรณwiล doลฤ czenia do nich. Relacje tych, ktรณrzy go wtedy znali sฤ jednoznaczne โ Boy marniaล, gasล, pochylaล siฤ coraz bardziej i coraz bardziej zapadaล w milczenieโฆ ลliwiลska, ktรณra zbierajฤ c materiaลy do swojej ลwietnej ksiฤ ลผki, pojechaลa do Lwowa, dotarลa do personalnej teczki pisarza, przechowywanej w archiwum uniwersytetu.
Chciaลam tฤ fascynujฤ ca ksiฤ ลผkฤ skoลczyฤ przed nadejลciem nowego roku, zamknฤ ฤ dลugฤ listฤ tytuลรณw z 2024. Kiedy dotarลam do czerwca 1941 roku, zwyczajnie przerwaลam czytanie. Baลam siฤ koลca tej opowieลci, scen, ktรณre musiaลy nastฤ piฤ – walenie w drzwi, ลผoลnierze Einsatzkommando zur besonderen Verwendung pod dowรณdztwem Karla Eberharda Schรถngartha wpadajฤ cy do mieszkania przy Romanowicza 7 (dziล to ulica Boya ลปeleลskiego), aresztujฤ cy Marynฤ Pareลskฤ , jej mฤลผa, profesora Jana Greka i wreszcie samego pisarza. Ich kaลบล i pozostaลych 34 osรณb na Wzgรณrzach Wileลskich rankiem 4 lipca miaลa ลwiadkรณw, ktรณrzy ze sporej odlegลoลci widzieli prowadzonych na ลmierฤ i rozstrzeliwanych profesorรณw, ich ลผony, nierzadko dorosลych synรณw. Groza tych scen i suche fakty, doskonale udokumentowane odbierajฤ mowฤ. Epilog, w ktรณrym Autorka opisuje odkopywanie grobรณw, ktรณre nastฤ piลo dwa lata pรณลบniej i palenie szczฤ tkรณw jest niemal nie do zniesienia. Prochy pomordowanych zawisลy nad Lwowem i opadลy na bruk miasta…
Monika ลliwiลska jest mistrzyniฤ biografii, gatunku nieลatwego, wymagajฤ cego benedyktyลskiej pracy. Podziwiaลam umiejฤtnoลฤ dotarcia do listรณw, dokumentรณw, ลwiadectw epoki, misternoลฤ w uporzฤ dkowaniu tego ogromu materiaลรณw i narracjฤ, ktรณra nie przygniata czytelnika, ale wciฤ ga i zapada w pamiฤฤ.
ลliwiลska, Monika. Ksiฤ ลผฤ. Biografia Tadeusza Boya-ลปeleลskiego. Wydawnictwo Literackie, 2024
Pumpkin was once an unfamiliar vegetable to me. In Poland, it was often regarded as food for the poor. During the height of the economic crisis in the 1980s, when most essentials were obtainable only with government-issued coupons, jars of pickled squash (namely pattypan) filled store shelves alongside vinegar bottles. While cheese, cold cuts, meat, and even pasta were scarce, these jars sat untouched. I remember the time my ex-mother-in-law made pumpkin pancakesโ delicious, yet still not enough to convince me to welcome pumpkins into my kitchen.
It wasnโt until I came to America that I encountered pumpkin-based dishes more frequently. After a few Thanksgivings, I began to grasp its cultural significance โnot just as a culinary staple but as a symbol deeply rooted in American history. Research reveals that pumpkins were cultivated in the New World over 8,000 years ago, making them among the oldest domesticated plants. They were certainly part of the Puritansโ diet, particularly in the fall when newcomers from England relied on them as a dietary staple. While the Puritans may have been familiar with some types of squash introduced to Europe after Columbusโs voyages, pumpkins became an integral part of life in the New World.
Zabieraลam siฤ za nowy wpis na tym blogu, tak ostatnio zaniedbanym. Miaล dotyczyฤ dwudziestej drugiej rocznicy mojego przyjazdu do Nowego Jorku. Wtedy doszลa mnie smutna wiadomoลฤ o ลmierci Piotra Cheลkowskiego, profesora studiรณw bliskowschodnich i islamskich w Uniwersytecie Nowojorskim. Tak siฤ zลoลผyลo, ลผe Piotra i jego ลผonฤ Gogฤ poznaลam niecaลy miesiฤ c po przyjeลบdzie do NYC i do chwili ich wyjazdu do Wลoch w 2015 roku widywaลam ich w miarฤ czฤsto. Zatem ten tekst jakoล speลnia mรณj zamiar wspomnienia 22. rocznicy. Zbieraliลmy siฤ – my, nowojorscy Polacy, zawieszeni w przedziwnym limbo tego miasta – w mieszkaniu Cheลkowskich tradycyjnie na ลwiฤto dziฤkczynienia i to tam poznawaลam nowych ludzi i nawiฤ zywaลam nowe przyjaลบnie. Goga i Piotr otoczyli mnie w tym pierwszym okresie serdecznฤ opiekฤ , obdarzali radami i sลuchali moich narzekaล na trudne ลผycie w nowym miejscu. ลฤ czyลy nas skomplikowane relacje, ich dawni przyjaciele byli bliskimi, a czasem najbliลผszymi mi osobami. Choฤ dzieliลo nas pokolenie, znalazลam u Cheลkowskich przyjaznฤ przystaล i wiele serca. Ich nowojorski numer telefonu wciฤ ลผ jest w mojej ksiฤ ลผce adresowej…
Zanim wyjechali do Wลoch pisaลam o nich dwukrotnie do nowojorskiej prasy polonijnej. Oba teksty zamieszczam poniลผej wraz ze zdjฤciami, ktรณre zrobiลam podczas mojej ostatniej wizyty w Silver Towers, w ich mieszkaniu na 19 albo 22 piฤtrze – tego juลผ dziล nie pamiฤtam. Pamiฤtam jednak to niezwykลe miejsce, wypeลnione ksiฤ ลผkami, obrazami, wyszywanymi poduszkami i makatami, srebrnymi dzbanami, tajemniczymi przedmiotami wiszฤ cymi na ลcianach i ustawionymi na stolikach. Byลo zupeลnie inne niลผ nowojorskie salony, ktรณre potem przez lata odwiedzaลam. Nie brakowaลo mu swoistej elegancji, ale waลผniejsze byลo to, czym oddychaลo siฤ w tym apartamencie – z jednej strony byลa to atmosfera naukowego researchu, wiedzy, z drugiej krฤ ลผyลy tam w powietrzu ciemne wersy perskiej poezji…
Po ลmierci Piotra ukazaลo siฤ wiele nekrologรณw i wspomnieล, jeden z nich wydaล mi siฤ szczegรณlnie serdeczny i opisujฤ cy ลผycie Profesora Cheลkowskiego w wyczerpujฤ cy sposรณb.