12 września 2020

„Jarek, pierdolisz! Nie było cię tam!”

Od wielu lat żałuję, że nie prowadzę dziennika. Wiele razy próbowałam zapisywać codziennie sprawy i przemyślenia i za każdym razem, po kilku dniach, rezygnowałam. Jeśli dobrze pamiętam, pierwszy pamiętnik zaczęłam pisać jako jedenastoletnia dziewczynka, w schronisku Samotnia, w Karkonoszach. Zeszyt był, jak na owe czasy, dość frymuśny – nie miał brudnoniebieskiej ani zgrzebnej brązowej okładki, jak normalne zeszyty w owych czasach, ale plastikową, czarną z przezroczystym wierzchem, pod który wsunięto kartkę z pocztem najważniejszych pisarzy polskich. Zeszyt był w kratkę i zapisałam w nim podróż z Mamą, autobusem z Jeleniej Góry do Karpacza i to, jak potem wędrowałyśmy do Samotni wąską ścieżką, po kamieniach i przez kosodrzewinę, a nie, jak wszyscy turyści, wygodną, brukowaną i szeroką drogą. I na tym się skończyło. Może dlatego, że nigdy nie miałam cierpliwości do regularnego prowadzenia zapisków, a może dlatego, że nie wierzyłam, że to, co zapisuję, jest warte utrwalenia… A może dlatego, że od wczesnego dzieciństwa nauczona byłam samokrytycyzmu, a rzadko chwalona uważałam, że moje zapisywanie jest trywialne, płaskie, nijakie i niewiele warte, nawet jeśli tylko ja sama byłam czytelniczką mojego pamiętnika. 

Samotnia w latach 70.
Czytaj dalej „12 września 2020”