Ludwik Flaszen (1930-2020)

24 października umarł w Paryżu Ludwik Flaszen – krytyk literacki, pisarz, eseista, współpracownik Jerzego Grotowskiego. 11 lat temu przyjechał do Nowego Jorku na zaproszenie organizatorów międzynarodowego roku Grotowskiego. Było to w innych czasach, w innej rzeczywistości, w świecie, w którym polska kultura była zauważana, pamiętana i celebrowana. 

Spotkaliśmy się w lobby legendarnego Gramercy Park Hotel. Szłam na wywiad zdenerwowana – oto miałam rozmawiać z najbliższym towarzyszem Jerzego Grotowskiego, autorem książek, które zadawano mi do przeczytania na studiach. Przyglądał mi się dobrotliwie, rozmawiał ze mną z chęcią i z energią i mimo smutku chyba był mi wdzięczny za to, że przyniosłam mu wiadomość o śmierci Jana Błońskiego, który umarł poprzedniego dnia.

Zaglądam czasem do jednej z jego pierwszych książek – do „Cyrografu” – zbioru esejów o literaturze i o czasach, w których dorastałam. Pisane z pasją, z ogniem – nie na darmo ukazywały się w Odrze w cyklu „Popołudnia pieniacza” – wciąż są powodem do rozmyślań. 

RIP

Czytaj dalej „Ludwik Flaszen (1930-2020)”

12 września 2020

„Jarek, pierdolisz! Nie było cię tam!”

Od wielu lat żałuję, że nie prowadzę dziennika. Wiele razy próbowałam zapisywać codziennie sprawy i przemyślenia i za każdym razem, po kilku dniach, rezygnowałam. Jeśli dobrze pamiętam, pierwszy pamiętnik zaczęłam pisać jako jedenastoletnia dziewczynka, w schronisku Samotnia, w Karkonoszach. Zeszyt był, jak na owe czasy, dość frymuśny – nie miał brudnoniebieskiej ani zgrzebnej brązowej okładki, jak normalne zeszyty w owych czasach, ale plastikową, czarną z przezroczystym wierzchem, pod który wsunięto kartkę z pocztem najważniejszych pisarzy polskich. Zeszyt był w kratkę i zapisałam w nim podróż z Mamą, autobusem z Jeleniej Góry do Karpacza i to, jak potem wędrowałyśmy do Samotni wąską ścieżką, po kamieniach i przez kosodrzewinę, a nie, jak wszyscy turyści, wygodną, brukowaną i szeroką drogą. I na tym się skończyło. Może dlatego, że nigdy nie miałam cierpliwości do regularnego prowadzenia zapisków, a może dlatego, że nie wierzyłam, że to, co zapisuję, jest warte utrwalenia… A może dlatego, że od wczesnego dzieciństwa nauczona byłam samokrytycyzmu, a rzadko chwalona uważałam, że moje zapisywanie jest trywialne, płaskie, nijakie i niewiele warte, nawet jeśli tylko ja sama byłam czytelniczką mojego pamiętnika. 

Samotnia w latach 70.
Czytaj dalej „12 września 2020”