Sobota, 22 sierpnia

Normalnie, nienormalnie

„Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że już niedługo znów będziemy gotować zupy?” – zapytałam męża, sprawdzając prognozę pogody na następny dzień, która zapowiadała znaczne ochłodzenie, bo temperatura z 93 stopni Fahrenheita miała spaść do 85. Przymknęłam oczy i poczułam zapach rosołu, pyrkającego na kuchence. „Idzie jesień” – dodałam melancholijnie. 

To prawda, od kilku dni jest chłodniej, może nie w sensie temperatur, ale jakby lżej jest oddychać. Ta niewątpliwa poprawa naszego codziennego bytu, ma swoje niedobre strony: wieczór zapada znacznie szybciej niż jeszcze kilka tygodni temu i jest to, niestety, mocno już zauważalne… Spacery wzdłuż rzeki, po ósmej wieczorem, odbywają się w całkowitych ciemnościach, robaczki świętojańskie wzlatują w niebo z rzadka, a świerszcze grają na pół gwizdka. Woda w basenie u E-ów wieczorami nie jest już tak miła, jak jeszcze tydzień temu i trzeba się przez dobre kilka minut przyzwyczajać do jej chłodu. Do końca lata jeszcze miesiąc, jeszcze kilkadziesiąt dni, ale jesień już złożyła chłodny powitalny pocałunek na rozgrzanej skroni sierpnia. 

Czytaj dalej „Sobota, 22 sierpnia”

Janusz Głowacki: Z głowy

Poniższa recenzja ukazała się w Przeglądzie Polskim jakoś latem 2004. Trafiłam na nią, przeszukując stare płyty CD, które włożone do specjalnego „odczytywacza” – bo nowe komputery już nie mają napędu – trzeszczały i kręciły się w kółko, w końcu wypluwając stare teksty sprzed 16-18 lat.

Przeczytałam recenzję napisaną tyle lat temu i zapragnęłam natychmiast znów przeczytać „Z głowy”, żeby nacieszyć się bezczelną arogancją autora tej książki, jego nieskazitelną polszczyzną i dystansem do siebie i rzeczywistości, na który stać naprawdę tylko wielkich pisarzy. PS. Mój recenzencki egzemplarz gdzieś zaginął, pewnie go komuś pożyczyłam, na wieczne nieoddanie. „Z głowy” w e-booku można kupić w Empiku, za 26 złotych. Jeden klik i poczujecie się znacznie lepiej…

Właściwie trudno wyobrazić sobie bardziej wymagające od napisania autobiografii zadanie, szczególnie jeśli dzieje się to w czasach, kiedy wszyscy ważni i znani (oraz ważne i znane) swoje własne życiorysy już opublikowali. Ilość wspomnień, pamiętników, alfabetów i abecadeł przekroczyła rozsądne granice przyswajalności tego rodzaju literatury, a tu nagle pojawia się następna książka, anonsowana jako życiowa spowiedź sławnego człowieka. I od razu na wstępie trzeba powiedzieć, że dobrze, że się pojawia, bo takiej jeszcze nie było.

Czytaj dalej „Janusz Głowacki: Z głowy”

3. rocznica śmierci Janusza Głowackiego

Siedemnaście lat temu, pod koniec grudnia 2003 roku zadzwoniła do mnie Julita Karkowska, naczelna „Przeglądu Polskiego”, dla którego wówczas pracowałam i podała mi numer telefonu. „Zadzwonisz do Janusza Głowackiego i umówisz się z nim na wywiad – powiedziała. On już o tym wie.” Kiedy po paru dniach znów rozmawiałyśmy, oznajmiłam: „Jesteśmy umówieni. Pan Głowacki chciał, żebym przyszła w poniedziałek, ale powiedziałam, że nie mogę, bo mam próbę chóru”. Oczyma wyobraźni zobaczyłam, jak Julita wznosi oczy ku niebu: „No wiesz? Odmówiłaś Głowackiemu?” 

Cóż, chyba niezupełnie odmówiłam, bo w końcu umówiliśmy się na któryś piątek. Kiedy zjawiłam się w nowojorskim mieszkaniu Janusza, bo zaraz zaproponował mówienie sobie po imieniu, gospodarz usadowił mnie w fotelu i zapytał, co to za sprawa z tym chórem. „Ach, to taka grupa, chór kameralny, śpiewamy muzykę barokową” – odpowiedziałam i zaraz przestałam się bać tej rozmowy i samego Głowackiego – słynnego pisarza.

Czytaj dalej „3. rocznica śmierci Janusza Głowackiego”