Wiosna, co nie bardzo rymuje się z „radosna”

Tej wiosny miałam zamiar fotografować Miasto i jego mieszkańców, przyłapanych na spotkaniu z wiosną. Zaczęłam nawet album na Facebooku, gdzie jedno z pierwszych zdjęć przedstawiało tę oto dziewczynę, a właściwie jej nogi. Był 2 marca, dziewczyna wsiadła do metra przy Times Square i rozbawiła mnie swoją niecierpliwością i gotowością na przyjęcie wiosny, która miała pojawić się dopiero za 19 dni. Pomalowane na seledynowo paznokcie u stóp i letnie sandały (co z tego, że przyozdobione futerkiem!) chyba podobały się pasażerom wagonu, bo wszyscy gapiliśmy się na nią bez skrępowania. Temperatura tego dnia sięgnęła prawie 15 stopni Celsjusza, ale wieczór był dość chłodny i dziewczę wyraźnie trzęsło się z zimna. Rozumiałam ją świetnie! Ja także po zimie jak najszybciej zrzucam grube ubrania, wysokie, ciężkie buty, krępujące ciało przy każdym ruchu rajstopy i kiedy tylko zrobi się nieco cieplej – WYLETNIAM SIĘ (to słowo mojej Babci, która zawsze mnie krytykowała za zbyt lekkie ubrania, pytając: „cóżeś się tak wyletniła?”) Patrząc na tę niewątpliwie odważną młodą kobietę pomyślałam, że czas przejrzeć zasoby sandałów (beżowe od Lasockiego z białym kwiatkiem i łososiowe od Eileen Fisher są już tak sfatygowane, że czas je wyrzucić), sprawdzić, czy dopinają się letnie spódnice, przejrzeć ulubione t-shirty i ostrożnie zapakować piękne staroświeckie futro.

12 dni później zamknięto większość instytucji w Mieście, w tym i moją bibliotekę. Odesłano nas do domu i kazano czekać. Naiwnie sądziłam, że za tydzień, no, dwa najwyżej, wrócimy wszyscy do pracy i normalnego życia. Niestety. Minął miesiąc i trochę i nie widać końca tej przedziwnej sytuacji, której nie spodziewaliśmy się w najczarniejszych snach, której nie braliśmy pod uwagę i której skutków nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Mieszkamy 28 minut od Grand Central, a odległość tę pokonujemy podmiejską kolejką, która rano kursuje co 10 minut. To wciąż w granicach metropolii nowojorskiej, ale jednak poza miastem, nad Hudsonem, z widokiem na Palisades, klifowe wybrzeże zachodniej strony rzeki. Lubię rano przyjść parę minut wcześniej na naszą stację i fotografować widoczny w oddali biały most Tappan Zee, wznoszące się pionowo nad wodą skały i ich lustrzane odbicie.

Mamy szczęście z tym mieszkaniem poza miastem. Nie musimy wsiadać w samochód, by pojechać gdzieś daleko, gdzie nie ma ludzi. Nawet nasza ulica, biegnąca równolegle do rzeki, przez większość dnia jest pusta i można po niej spokojnie spacerować. Zaraz za domem rozpoczyna się zbudowany w połowie XIX wieku Croton Aqueduct, który doprowadzał wodę do Nowego Jorku z olbrzymiego zbiornika Croton, do którego dziennie 35 milionów galonów wody z okolicznych rzek. Dziś już nieczynny, jest parkiem, do którego mogę wejść trzy minuty po wyjściu z domu.

Prawie nie spotykamy ludzi. Czasem widzimy sąsiadów wracających ze spaceru z psem. Czasem ktoś wsiada do samochodu i kiwnie ręką na przywitanie. Ludzie spotykani na spacerach schodzą ze ścieżki czy chodnika, starając się zachować jak największą odległość.

Zatem chodzimy. Dużo i często, prawie każdego dnia. Brakuje mi Miasta, ludzi, tłoku i hałasu, codziennego teatru, który odbywa się na ulicach i w metrze. Nie mogę robić zabawnych zdjęć, takich jak tej dziewczynie z subwayu nr 1. Fotografuję więc okolice. Klify Hudsonu, połyskującą wodę w rzece, kołyszące się domki dla ptaków w cudzych okolicznych ogródkach, wyłażące spod ziemi zielone pędy, nieśmiałe kwiatki, które próbują się panoszyć na płotach.

Poniżej seria zdjęć – niespecjalnie oryginalnych, ale pokazujących naszą tegoroczną wiosnę, jej kolory, materię, kształty. Cieszą mnie drobiazgi, których może cztery tygodnie temu nie zauważyłabym: ptasie piórko zatrzymane przez wiatr na metalowym płocie, sylwetka lisa na stopniu schodów prowadzących do parku, kłącza paproci arogancko torujące sobie drogę do światła czy kontrast pędów forsycji obsypanych kwiatami i obłażącego z farby płotu. Wiosna, do której najbardziej znanym rymem jest przymiotnik „radosna”, nie przynosi nam w tym roku zbyt wielu beztroskich i czarujących chwil. Ale przyroda jest niepowstrzymana. Pokazuje nam środkowy palec, puszcza perskie oko i pyta: „I co mi zrobicie?”

 

Jedna myśl w temacie “Wiosna, co nie bardzo rymuje się z „radosna”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.