April 29th, Monday


April is drawing to a close, a month proclaimed as the month of poetry in the USA almost 30 years ago, and it was not merely an empty declaration relegated to the pages of a newspaper. Throughout April, as all of America blooms with cherry trees, apple trees, magnolias, forsythias, and dogwoods, hundreds, if not thousands, of poetry-related events take place, including meetings with poets, poetry readings, open mic nights, contests, and more. This year, the Polish community in New York has had numerous opportunities to celebrate poetry even before April. Julia Fiedorczuk visited our city, followed by Tomasz Różycki, and finally Jerzy Jarniewicz – all three outstanding poets whose verses resonate deeply within the minds and hearts of their audience. Those who had the opportunity to attend gatherings with these three poets know that each was a true celebration of poetry.

A few years ago I was asked to write a few words – what poetry means to me and how I understand it. I didn’t want to limit myself to the ever-handy cliché. I wrote something personal that I hope doesn’t come across as kitsch…

How To Be a Poet

Many years ago, in the distant 1970s, an outstanding Polish poet of the postwar generation, practically unknown to the American reader, Edward Stachura, wrote:

“Everything is poetry, everyone is a poet. To grasp this truth, I was slowly led by what I had seen, heard, recognized, noticed, or sensed, what was cursed and blessed, and what I read here and there. Everything is poetry; everyone is a poet.”

Continue reading “April 29th, Monday”

1 października 2023

Parada Pułaskiego

Marsz Miliona Serc, zapowiadany od miesięcy przez Donalda Tuska i opozycję demokratyczną, dziś pięknie ziścił się w Warszawie. My, Jacek Duda i ja, odwieczni organizatorzy wszelkich opozycyjnych wydarzeń nowojorskich, stanęliśmy przed pytaniem, jak logistycznie rozwiązać sprawę naszego odpowiednika warszawskiego marszu.

Od ośmiu lat organizujemy wydarzenia symetryczne do tych, które organizuje w Polsce opozycja demokratyczna. Jeśli tylko ludzie wychodzą na ulicę i zbierają się w jakimś miejscu, by zaprotestować przeciwko pisowskiemu nierządowi, my także czujemy się w obowiązku zwołać zwolenników demokracji i spotkać się – najczęściej pod Konsulatem RP przy Madison Ave. Nie wiem, ile takich spotkań zorganizowaliśmy przez osiem lat, ale było ich sporo. Zaraz po powstaniu KOD-u, w pierwszej, bardzo intensywnej fazie protestów będących odpowiedzią na równie intensywne demolowanie Polski, spotykaliśmy się w miarę często. Potem, kiedy emocje nieco opadły, a my – co tu dużo mówić – przyzwyczailiśmy się do przejeżdżającej po nas jak ruski czołg pisowskiej władzy, nasze spotkania zwolniły, choć wciąż pamiętaliśmy o obowiązku reagowania na wydarzenia w Polsce. W jakimś momencie postanowiliśmy – z oczywistych względów – nie utożsamiać się z KOD-em i zdecydowaliśmy się na zmianę nazwy. Jacek wymyślił niezwykle trafny zamiennik – Obywatelski NYC.

I cóż ma na celu nasza organizacja? Przyłączyć się może do nas każdy, komu tu, w Nowym Jorku, leży na sercu dobro Polski. Nie, nie chodzi wyłącznie o zbieranie się na ulicy i wykrzyczenie kilku haseł. Chodzi także o to, żeby zmieniać nasz obraz, obraz Polonii, w oczach polskiego społeczeństwa, które z jakiegoś dziwnego powodu oskarża nas o to, że w Polsce rządzi PiS. Chodzi również o to, żeby przekonywać nieprzekonanych do korzystania z prawa, które daje nam Art. 62 Konstytucji RP, czyli z prawa do głosowania. Uważamy bowiem, że żadna odległość się nie liczy, że niezależnie od miejsca zamieszkania wciąż mamy prawo decydowania o kształcie naszej ojczyzny, prawo, które jest zarówno przywilejem, jak i obowiązkiem.

Continue reading “1 października 2023”

Wtorek, 25 stycznia 2022

Grand Central

Od kiedy zmieniłam pracę, muszę wstawać wcześniej. W rutynie poranka nie ma wyłomu – budzę się, zanim zadzwoni budzik, sięgam po telefon i sprawdzam wiadomości. Z reguły są przygnębiające – covid, Ukraina, wciąż podżegający do rewolty były pierwszy chuligan amerykańskiej polityki, wybuch podwodnego wulkanu na dalekim Pacyfiku, bezczelność PiSu. Uśmiecham się lekko dopiero na wiadomość o stu cennych małpkach, które uciekły z rozbitej w zderzeniu ciężarówki, gdzieś w Pensylwanii i przez kilka godzin cieszyły się wolnością.

Łóżko jest ciepłe i przyjemne, nie chce mi się wstawać, ale powszedni dzień rządzi się swoimi prawami. Prysznic, makijaż. Gdzie, na Boga, podział się mój tusz? Szklanka gorącej wody z cytryną, przygotowany poprzedniego dnia lunch wędruje do torby. Wołam w kierunku sypialni – It’s seven o five! i nie czekając na potwierdzenie, że moja wiadomość dotarła do adresata, wybiegam z domu. U szczytu schodów prowadzących do mojej stacji kolejowej zatrzymuję się na chwilę i wstrzymuję oddech – na kamiennej ścianie Palisades, wznoszącej się nad rzeką jak miechy potężnego akordeonu, rozlewa się różowe światło poranka, a na niebie zawisł idealnie okrągły księżyc. Kiedy zbiegnę ze schodów, i nadziemnym przejściem dostanę się na peron czwarty, ten,  z którego odjeżdżają pociągi do Nowego Jorku, poświata znika. Próbuję zrobić zdjęcie, jak niemal każdego dnia, kiedy jadę do miasta, jak niemal każdego dnia od 12 lat. 

Continue reading “Wtorek, 25 stycznia 2022”

Piątek, 18 września 2020

Rocznica

Michael wybiegł z budynku szpitala i w strugach ulewnego deszczu wsiadł do samochodu. Ruszyliśmy przez zatłoczoną Madison Avenue w kierunku autostrady. W czwartki kończę pracę o siódmej wieczorem, przed ósmą podjeżdżam pod Mt. Sinai Hospital i razem wracamy. To jedna z tych dziwnych przyjemności nowojorskiego życia: spotkać się po pracy na Manhattanie i razem wracać do domu. Oznacza to dodatkowe 45 minut, a czasem nawet całą godzinę wspólnie spędzonego czasu – minuty wyrwane Miastu i jego bezlitosnej rutynie, miły dodatek do prywatnego życia.  Skręcając z Madison Ave Bridge w trzypasmową, i tylko z nazwy szybką Major Deegan Expressway, w ostatniej chwili zauważyłam narastający korek. W dali migały światła samochodów policyjnych. Ostro skręciłam w równoległą, biegnącą pod zawieszoną w powietrzu autostradą, drogę. Tam czekały nas co prawda światła na skrzyżowaniach, ale omijaliśmy wypadek, który już pojawił się w aplikacji Waze jako major accident. Jechaliśmy przez moment w milczeniu, kiedy nagle przypomniałam sobie: „Dziś przecież dziesiąty września. Jutro rocznica”. Michael natychmiast podchwycił: „Pojedziesz?”. Kiwnęłam głową.

Continue reading “Piątek, 18 września 2020”

Sobota, 20 czerwca 2020

Prawa i ofiary

Jechałam rowerem po Łukasiewicza. Minęłam działki. Z daleka pomachałam Babci, schylonej nad grządką młodej kapusty i pojechałam dalej. Od mostu dzieliło mnie jeszcze jakieś sto metrów prostej drogi, więc zdecydowałam, że sprawdzę, czy nie zapomniałam nabytej poprzedniego dnia umiejętności – jazdy bez trzymanki. Puściłam kierownicę. Jak fajnie! Umiem! Ja, łamaga, zawsze ostatnia w biegu na 60, 100 czy ile tam metrów, przepuszczająca każdą, nawet najbardziej łagodnie podaną w grze w dwa ognie piłkę, wreszcie umiałam coś, na co nie odważyłaby się żadna inna dziewczynka. Przejechałam jeszcze kilkanaście metrów, odchylając się do tyłu dla zachowania równowagi i zbliżyłam się do mostu na ulicy Mickiewicza. Od strony komendy MO szedł milicjant. Zobaczywszy mnie, przystanął i zgiętym palcem przywołał do siebie. Zsiadłam z roweru i ze spuszczoną głową podeszłam do niego. „Wiesz, że tak nie wolno jeździć?” – zapytał. „Tak” – cichutko wyszeptałam. „Gdzie mieszkasz? Tutaj? – kiwnął ręką w kierunku ulicy, z której wyjechałam. Spuściłam głowę jeszcze niżej, przekonana, że każe mi zaprowadzić się do mamy. „Masz pieniądze? – indagował dalej. „Nie? To pójdziesz do domu, weźmiesz 11 złotych i przyniesiesz na komendę” – rozkazał szorstko i odszedł. Odwrócił się jeszcze i dodał: „Ja tam zaraz przyjdę”. 

Continue reading “Sobota, 20 czerwca 2020”

Piątek, 8 maja 2020

“A przecież niewątpliwie żyję…”

Nie liczę dni, nie jestem do końca pewna, czy upłynęło dopiero sześć czy już siedem tygodni od chwili naszego zamknięcia. Pisząc „nasze zamknięcie” przez chwilę miałam na myśli moje miejsce pracy, bibliotekę, z której wyszłam w piątek po południu, 13 marca. Sądziłam, że po weekendzie, w poniedziałek, wsiądę rano do podmiejskiej kolejki, a potem do metra, by o 8:45 pokonać ostatnie stopnie pięciu pięter, na które muszę się wspiąć każdego dnia w drodze na Brooklyn, uśmiechnę się do witającego mnie w drzwiach oficera Vasqueza i kwadrans potem usiądę przy biurku w History and Religion Division, czekając na czytelników. Ale pomyślałam, że przecież to „nasze” rozciąga się na osiem milionów ludzi mieszkających w moim mieście i na 328 milionów mieszkańców tego kraju, i na miliony mieszkańców innych krajów. Pozamykaliśmy muzea, galerie, biblioteki. Czynne są szpitale. I kostnice.

Continue reading “Piątek, 8 maja 2020”

Wiosna, co nie bardzo rymuje się z “radosna”

Tej wiosny miałam zamiar fotografować Miasto i jego mieszkańców, przyłapanych na spotkaniu z wiosną. Zaczęłam nawet album na Facebooku, gdzie jedno z pierwszych zdjęć przedstawiało tę oto dziewczynę, a właściwie jej nogi. Był 2 marca, dziewczyna wsiadła do metra przy Times Square i rozbawiła mnie swoją niecierpliwością i gotowością na przyjęcie wiosny, która miała pojawić się dopiero za 19 dni. Pomalowane na seledynowo paznokcie u stóp i letnie sandały (co z tego, że przyozdobione futerkiem!) chyba podobały się pasażerom wagonu, bo wszyscy gapiliśmy się na nią bez skrępowania. Temperatura tego dnia sięgnęła prawie 15 stopni Celsjusza, ale wieczór był dość chłodny i dziewczę wyraźnie trzęsło się z zimna. Rozumiałam ją świetnie! Continue reading “Wiosna, co nie bardzo rymuje się z “radosna””