Zawsze pamięć, ciągle pamięć. „Powrót” Adama Zagajewskiego

Poeta wraca do Miasta. Po miesiącach, latach. Po wieczności. Gazety rozpisują się o powrocie, ukazują się wywiady i wszyscy zadają pytanie „dlaczego?” Potem ukazuje się tomik poezji, nazwany skromnie i cicho: ‚Powrót”.

Dwadzieścia dziewięć nowych wierszy Adama Zagajewskiego, wydanych przez „Znak”, to osobisty dziennik poety, to wyznanie uczynione przede wszystkim samemu sobie. Także zapis intymnej rozmowy z własnym „ja”, rozmowy pełnej gorzkich żalów, wspomnień i rozważań i postawionych pytań, na które niekoniecznie trzeba dawać odpowiedź.

Czytaj dalej „Zawsze pamięć, ciągle pamięć. „Powrót” Adama Zagajewskiego”

Pomiędzy szamaństwem a racjonalnością

Dawna rozmowa z Adamem Zagajewskim

W zimny listopadowy wieczór 2007 wysiadłam z metra na Union Square i pobiegłam do budynku New School. Sala była wypełniona po brzegi, a na scenie odbywało się poetyckie misterium i jakkolwiek patetycznie to brzmi, tak właśnie było. Tego wieczoru Ameryka otrzymała tłumaczenie niemal całej twórczości Zbigniewa Herberta. Nie oznaczało to, oczywiście, że Ameryka nie znała Herberta przedtem. Czytywała go przecież od niemal czterdziestu laty, bo był tu chyba jednym z najbardziej popularnych europejskich poetów. W samym New Yorkerze ukazało się około trzydziestu pojedynczych przekładów wierszy poety, głównie w tłumaczeniu Bogdany i Johna Carpenterów z Ann Arbor, którzy przez ponad trzydzieści lat niestrudzenie zajmowali się udostępnianiem Herberta anglojęzycznemu czytelnikowi.

Tłumaczką nowego tomu Herberta, zatytułowanego „Collected Poems, 1956-1998” była Alissa Valles, która we wstępie do książki, opatrzonej kontrowersyjnym zdjęciem poety zapalającego papierosa pisała, że „wielcy poeci zasługują na to, by mieć wielu tłumaczy”. Alissę przedstawiał Adam Zagajewski, poeta i eseista, którego czytywałam od zawsze, czyli od lat 70., kiedy na studiach nosiliśmy pod pachą „Świat nieprzedstawiony”. Z tej rewolucyjnej wówczas książki, napisanej wspólnie z Julianem Kornhauserem, my, adepci polonistyki, czerpaliśmy paliwo do rozmów o literaturze…  

Było pięknie, świątecznie, uroczyście. Poeci mówili o świecie, o ludziach, o miejscach. I o poezji. Byłam szczęśliwa.

Kilka dni potem zadzwoniła do mnie Julita Karkowska, naczelna „Przeglądu Polskiego”, dla którego wówczas pracowałam i zapytała, czy nie chciałabym porozmawiać z Adamem Zagajewskim. Zgodziłam się bojaźliwie i w następną niedzielę szłam na spotkanie z duszą na ramieniu, bo Zagajewski był dla mnie wielkim poetą, człowiekiem niezwykłym, chodzącym na co dzień w laurowym wieńcu. Nie było to nasze pierwsze spotkanie. Zaledwie cztery miesiące po przyjeździe do Nowego Jorku, późną zimą 2003, pojechałam do Queens College, gdzie E.L. Doctorow, Susan Sontag, Michael Krüger i Adam Zagajewski mieli złożyć hołd W.G. Sebaldowi, genialnemu pisarzowi niemieckiemu, którego rok wcześnie śmiertelnie potrąciła ciężarówka. Pamiętam tę podróż, wciąż niepewnie poruszałam się samochodem po Nowym Jorku, wciąż nie ogarniałam tego cudownego cholernego miasta… Jechałam drogą ciągnącą się wzdłuż cmentarzy, przez cmentarze…Po spotkaniu podeszłam do Pana Adama i podsunęłam mu Jego tom esejów – będący częścią polskiej kolekcji w mojej bibliotece – do podpisania. Jakże się wtedy ucieszył.

A teraz szłam na spotkanie z nim. Spotkaliśmy się w kawiarni Starbucks przy Union Sq. Pamiętam, jak bardzo byłam spięta i niepewna, jak bardzo starałam się zrobić na poecie dobre wrażenie. I chyba zrobiłam – autoryzację wywiadu dostałam niemal bez poprawek. Chciałam pytać go o poezję – czym jest, jak ją rozumieć. Ale także o to, jak patrzeć i jak zauważać, jak zobaczyć wszystko to, co jest najmniejsze, co może wydać się trywialne i nieważne, ale jest częścią nas, naszej obecności i naszej samotności. Czytałam przed spotkaniem Jego wiersze, w których była uważność i troskliwość, i mądrość.

Od tego czasu spotykałam Pana Adama często. Bywał w Nowym Jorku, miewał wieczory w 92Y, w 2011 roku zaprosiłam go do biblioteki na wydarzenie rozpoczynające Rok Miłosza w USA, którym była promocja książki Cynthii Haven „An Invisible Rope: Portraits of Czesław Miłosz”. W panelu dyskusyjnym brała udział autorka książki, a także Irena Gross, Anna Frajlich, Elizabeth Kridl Valkenier, Zygmunt Malinowski. 

Pamiętam też wieczór poetycki w nowojorskim konsulacie. Było to w czasach, kiedy ludzie konsulatu rzeczywiście dbali o Polonię, a sam konsulat był miejscem intelektualnego zarzewia, spotkań ludzi, którym zależało. Prowadziłam wtedy w bibliotece lekcje polskiego dla początkujących i na kilka tygodni przed spotkaniem z Adamem Zagajewskim zachęcałam moich studentów do przyjścia na jego wieczór do rezydencji przy Madison Ave. Przed drzwiami, w długiej kolejce do elektronicznej bramki spotkałam Pana Adama i jego towarzyszkę, profesor Christine Stansell z uniwersytetu w Chicago. Obok nas stanął Michael, jeden ze studentów, których namówiłam na spotkanie z polskim poetą. Przedstawiłam ich sobie i powoli posuwaliśmy się do przodu. Nagle zobaczyliśmy, że Michael cofa się, wychodzi z kolejki. „Co się stało?” – zapytałam. „Nie chcą mnie wpuścić – wskazał ręką na torbę na długim pasku. – Mam tu mojego psa”. Pan Adam sięgnął do swojej teczki i wyciągnął tomik wierszy. „Proszę – powiedział wręczając Michaelowi książkę. – Niech pan chociaż poczyta moje wiersze…”

Ostatni raz zobaczyliśmy się w Zamościu, na szczebrzeszyńskim Festiwalu Języka Polskiego. Szukałam wygodnego miejsca przed spotkaniem z Panem Adamem, gdy ktoś zawołał mnie po imieniu. Był to polsko-amerykański rzeźbiarz, prawie sąsiad z Westchester i zamościanin, Adam Niklewicz, który właśnie przyleciał z Nowego Jorku. Przechadzaliśmy się po parku, w którym miało odbyć się spotkanie kupowaliśmy tomiki poezji… Po spotkaniu zamieniliśmy kilka słów z poetą… 

Kilka tygodni temu pomyślałam, że napiszę do Pana Adama email z pozdrowieniami i zapewnię, że Nowy Jork czeka na Niego, jak zawsze. Nie zdążyłam. 

Poniżej odnaleziony dawny wywiad z Adamem Zagajewskim, który zmarł 21 marca 2021.

Czytaj dalej „Pomiędzy szamaństwem a racjonalnością”